Po wsi rowerem. Kasztelania w Nowym Jasińcu

Przyznam się, że dopiero tego lata odwiedziłem to miejsce. Trochę mi wstyd. Jeżdżę po okolicznych wsiach rowerem w poszukiwaniu starych domów i stodół a tu taki rarytas. Przez kilkanaście lat przejeżdżałem obok Jeziora Zamkowego, ale brak jakiejkolwiek „krzykliwej” tablicy, informującej o istnieniu ruin o ciekawej historii, nie skłaniał do odwiedzin. Dużego formatu tablica, informująca o historii obiektu, ukazująca jego pierwotny wygląd, zachęcająca do zatrzymania się i zwiedzania, aż się prosi o postawienie. W drugiej połowie XIII wieku gród stanowił centrum kasztelanii serockiej.

ruiny zamku w Jasińcu

W pobliskim sklepie dowiedziałem się, że obiekt od 2003 lub 2004 roku jest w prywatnych rękach, ale właściciela dawno nikt tu nie widział. Skoro wpisano go do rejestru zabytków już w 1934 roku, dlaczego nikt nie kwapi się do rozreklamowania namacalnego dowodu odległej polskiej historii tych ziem? Mam na myśli tutejsze Władze. Gmina nie widzi w tym interesu, bo ruiny prywatne? I co z tego, że przez miejscowość przebiegają trzy piesze szlaki turystyczne oraz dwa rowerowe? To za mało. W okolicy nie ma niczego starszego. To XIII-wieczna perełka. Zrujnowana, podniszczona, ale perełka. 🙂 Z ogólnie dostępnych źródeł dowiadujemy się, że są to ruiny zamku krzyżackiego, ale prawdopodobnie postawionego w miejscu drewnianego grodu z czasów wczesnego państwa polskiego. Była to siedziba książąt pomorskich. Na miejscu takich informacji nie znajdziemy.

Źródła pisane przed pojawieniem się tu Zakonu najpewniej o grodzie milczą. Dopiero pojawienie się Krzyżowców na tych ziemiach daje im jakieś świadectwa pisane. Z nich dowiadujemy się już więcej. Niewielki zamek z kamienia i cegły nad Jeziorem Zamkowym w Nowym Jasińcu był strażnicą strzegącą państwo zakonne w południowej strefie Pomorza Gdańskiego. Załoga tego małego zameczku mogła liczyć na posiłki z zamków w Świeciu i Tucholi. Ciężko sobie wyobrazić 100 rycerzy w zamku i na przedzamczu. Do tego sto koni, piechota, giermkowie, wozy… Przez wieki zamek wielokrotnie zdobywany, palony, przebudowywany… Ślady licznych przeróbek widać gołym okiem.

Po podpisaniu II pokoju toruńskiego i przyłączeniu Pomorza Gdańskiego do Królestwa Polskiego, zamek stał się własnością starosty bydgoskiego Jana Kościeleckiego (1415-1475) herbu Ogończyk, który – o ile dobrze wyczytałem – wykupił z rąk zaciężnych krzyżackich kilka twierdz wojennych. Jak się domyślam ten zamek też. Zamek znów był przebudowywany. Dobudowano kolejne kondygnacje. W wersji ostatecznej miał ich cztery.

Bez przewodnika ciężko zgadywać, ale to raczej widok z bramy wjazdowej na wysokości fosy i nieistniejącego mostu. Rycerz na koniu mieścił się bez problemu (zwłaszcza, że i rycerz, i ówczesny koń był mniejszy niż sobie wyobrażamy). Ciekawa historia dotyczy okresu, gdy zamek był w rękach Krzyżaków i pełnił funkcję strażnicy granicznej, z której – jak donoszą rozmaite źródła – w przebraniu kupców udawali się do Bydgoszczy szpiedzy. Znamy pewnie serial „Przyłbice i kaptury”, w którym poznajemy losy Huberta „Czarnego” i Jaksy, prawda? Poznajemy w nim naszych szpiegów w służbie króla Władysława Jagiełły. Nasi dzielni szpiedzy prowadzili rozpoznanie na terytorium zakonu krzyżackiego, ale również rozpracowywali krzyżacką siatkę szpiegowską działającą w Polsce. Teraz wyobraź sobie, że tacy jak oni mogli być w tym zamku i stad działać. 🙂

Stosowna informacja. Jakkolwiek dość ogólna. Adresu lub choćby kontaktu telefonicznego do właściciela nie znalazłem.

Na zdjęciu poniżej fragment zrekonstruowanego muru obronnego przy fosie oddzielającej zamek właściwy od przedzamcza. Całość zakrywa zmyślny namiot z kantówek i folii.

Mury oporowe robią wrażenie.

Aby ten zamek znów odżył trzeba dysponować nie lada majątkiem a nie… tylko marzeniami. 🙂 Poprzedni prywatny właściciel – jak plotka głosi – zastawił zamek pod liczne kredyty hipoteczne. Aktualny nabył go od syndyka.

Mury noszą widoczne ślady licznych modernizacji. W czasach Zakonu zamek miał tylko dwie kondygnacje powyżej przyziemia (piwnicy – jak byśmy to dzisiaj niebyt precyzyjnie nazwali).

Ruiny zamku – jak widać – pochłania przyroda. Gdyby nie koparka stojąca na zewnątrz odniósłbym wrażenie, że dawno tu nikt nic nic robił. Jeszcze kilka lat i korzenie samosiejek zaczną rozsadzać wapienną zaprawę murów. Aby marzyć o odbudowie ruiny powinny być już dawno odchwaszczone i zadaszone. Odniosłem wrażenie, że ktoś robi coś, aby pokazać komuś, że coś robi. 🙂

Wykopaliska prowadzone na terenie zamku i przedzamcza pozwoliły ponoć zgromadzić setki fragmentów kafli i ceramiki, ale nie udało mi się ustalić, gdzie można zapoznać się z tym zabytkowym depozytem. Może to być całkiem pokaźna ekspozycja, jeśli dorzucić do tego znalezione liczne drobne przedmioty, groty strzał i bełty kusz oraz wszystko to, co jeszcze kryje okolica (w tym dno jeziora). Ale czy dalsze wykopaliska będą jeszcze kiedykolwiek prowadzone? I czy zamek z ruin kiedykolwiek się odrodzi? Słyszałem o ambitnych planach aktualnego właściciela, ale… mrzonki to tylko i nic więcej. Muzeum? Piwiarnia? Hotel? Turnieje rycerskie? Kciuki trzymam, ale… No weź. 🙂

Zdrowa zabytkowa cegła znalazła zastosowanie w pobliskich gospodarstwach. W czasach zaboru pruskiego po likwidacji zboru ewangelickiego sprowadzona ludność niemiecka pozyskiwała tu materiały do budowy domów i obór. Zorgowni. 🙂

W środku pokaźna konstrukcja drewniana. Jakoweś rusztowanie. Być może w ten sposób ustalono, jak przebiegały dawne kondygnacje? Już rok po pierwszym rozbiorze Polski w zamku zagościł zbór ewangelicki. Kolejna przebudowa i likwidacja części pięter. Budowla zaczęła popadać w ruinę po roku 1846, kiedy to ewangelicy przenieśli się do nowo pobudowanego kościoła w Serocku.

Zamek z kamienia i cegły Krzyżacy pobudowali w miejsce prawdopodobnie istniejącego już grodu drewnianego lub rozpoczętej budowy. Lokalizacja grodów przy jeziorze, na sztucznie wzniesionym wzgórzu, była zgodna z ówczesną strategią obronną, pozwalała bowiem okopać wzgórze i zalać okalającą mury fosę wodą z jeziora.

Miejscowy wielbiciel napojów chmielowych, którego spotkałem w okolicznym sklepie usiłował wcielić się w rolę przewodnika. Przekonywał mnie, że z zamkiem wiąże się legenda o zatopionych w jeziorze dzwonach z kaplicy zamkowej. Ponoć przy niskim stanie wody na środku Jeziora Zamkowego ukazuje się mała wysepka usłana gruzowiskiem. Wedle różnych przekazów (być może takich, jak ten) w średniowieczu stała tam murowana dzwonnica. Podobno razu pewnego zawaliła się i dzwony wpadły do wody. Nikt ich do tej pory nie odnalazł.

Najwięcej dowiedziałem się od piwosza w sklepie. Nawet wspomniał coś, że ten zamek i jego historia to znakomity materiał na scenariusz jednego odcinka kontynuacji serialu dla młodzieży sprzed lat pt. „Pan Samochodzik i Templariusze”. Miał nawet gotowy tytuł nowego serialu, ale nie dosłyszałem, bo czas był już zmykać. Szło na deszcz, do domu kilka kilometrów a ja, panie, po wsi rowerem…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Wypoczynek
Po wsi rowerem. Cwane lisy, głupie gęsi i komarzyce… tygrysie?

Afrykańskie upały jeszcze tu nie dotarły. Trochę chmurek, ale ogólnie...

Uchwyt do przewozu rowerów samochodem
Turystyka rowerowa? Uchwyt do przewozu rowerów samochodem

Kiedyś usłyszałem zdanie "jadę iść siedzieć". Nie pamiętam, gdzie to...

Zamknij