Kociołek żeliwny z Drezdenka. Czy warto odnawiać stare garnki z żeliwa?

Witam. Ciekawy i konkretny opis. Widać kociołek to też nie byle garnek, który wrzuca się w ogień – i już. 😉 Znalazłem u kumpla w garażu w kącie stary zaniedbany kociołek. Kociołek był cały oropiały, jakby go ktoś z ziemi wykopał. Zacząłem go czyścić szczotką drucianą, ale on zaczął się robić coraz bardziej rudy. Kociołek na przykrywce ma napis „Drezdenko” i wygląda raczej na autentyczny. Czy da się coś z nim zrobić? W niektórych miejscach, gdzie mocniej przeszlifowałem, pojawił się ołówkowo-stalowy kolor… Chciałbym Panu podesłać zdjęcia, żeby pan fachowym okiem ocenił, czy da się coś z niego zrobić, czy może lepiej zainwestować w nowy…. Z góry dziękuję za kontakt. Szymon

Panie Piotrze, chciałbym żeby pan jeszcze wiedział jedną rzecz: to, że chciałbym reanimować ten kawał żeliwa, nie znaczy, że, będąc rodowitą pyrą, żal mi bejmów na nowy kociołek 😉 Wręcz przeciwnie. Szkoda, że nie chce Pan polecić konkretnego i pewnego sprzedawcy, ponieważ kupiłbym chętnie drugi na zapas. Problem polega na tym, że w dzisiejszych czasach „świadomy konsument” to gatunek zagrożony. Niestety (a może stety),  ja do tego gatunku należę a patrząc na oferty kociołków można dostać zadyszki. Ten, który jest tematem naszej korespondencji, wydaje mi się autentyczny i bezpieczny – czytałem o kociołkach, które (o zgrozo!) nie nadają się do kontaktu z żywnością, a które są w sprzedaży – tak samo, jak chińskie podrabiańce, które po prostu są tylko ładne – i to wszystko. Chciałbym mieć naczynie, które zostało wykonane w polskiej odlewni, przez polską firmę, którą będę mógł „wesprzeć” finansowo, kupując ich produkt, nawet płacąc za niego więcej.

kociołek żeliwny

Szanowny Panie Szymonie! Dziękuję za komentarz i późniejszy kolejny e-mail. Ustaliliśmy, że mogę wykorzystać i Pana listy, i podesłane zdjęcia kociołka. Jeszcze raz dziękuję, że się Pan zgodził. Powiem szczerze, że pisząc i publikując pierwszy tekst o kociołku żeliwnym nie sądziłem, że w szybkim czasie zrobi się wokół tego tematu taki tu… kociołek. Dużo komentarzy, całkiem sporo e-maili. To mnie jednak bardzo cieszy! Nie muszę chyba wyjawiać dlaczego… Przejdźmy do tematu kociołka żeliwnego, o którym Pan napisał i który teraz wszyscy możemy podziwiać. On jest śliczny!

Żeliwo szare jest rude?

Tak. Tak samo jak ruda jest powierzchnia Marsa i… moja kocica. 😀 Żeliwo robi się rude, bo szybko koroduje. Już to kiedyś wyjaśniałem. Szczotką drucianą rozsmarował Pan rdze po garnku. Żeliwo koroduje tylko powierzchniowo i wówczas pokrywa się cienkim rudym nalotem. Kociołek żeliwny, który odnalazł się w Pana kolegi garażu, wygląda na dość leciwy. Nie sposób określić jego wieku. Można jednak założyć, że wykonano go w czasach poprzedniego ustroju. Kociołek z czasów przedwojennych? Nie wiem, ale wówczas to było Driesen, więc raczej nie. Jest napis po polsku i jakieś niby logo… Nie znam Drezdenka, więc nie wiem, czy i kiedy działał tam jakiś producent kociołków żeliwnych. Hm. Ale!

kociołek żeliwny z Drezdenka

Napis na pokrywie kociołka może być dowodem, że jednak go wykonano w drezdeńskiej odlewni żeliwa. Czy odlewnia nazywała się „Drezdenko”? Tego nie wiemy. Można to sprawdzić. W wielu miastach Polski przy rozmaitych zakładach (fabrykach) związanych z przemysłem metalowo-maszynowo-motoryzacyjnym (że tak ogólnie a zbiorowo to ujmę) były odlewnie żeliwa jako działy tych fabryk (była lakiernia, walcowania, odlewnia…) lub samodzielne jednostki. Wynikało to z konieczności wykonania albo jakichś elementów (np. korpusów do pomp, części maszyn rolniczych i in.) wykorzystywanych w procesie produkcji lub – jeśli samodzielna odlewnia – konkretnych wyrobów z żeliwa właśnie (np. kratki wentylacyjne, ruszty, drzwiczki do pieców, pokrywy włazów, itp.). Były odlewnie i emaliernie… Mniejsza.

Prezent dla dyrektora?

No, właśnie. Jeśli w fabryce była stolarnia to dyrektor czy pierwszy sekretarz komitetu zakładowego (lub inni tzw. ważni) na pewno w swoich domach mieli to i owo w niej wykonane. Meble, parkiety, boazeria…. Po godzinach? No, weź… 🙂 Tak więc Pana kociołek żeliwny mógł być właśnie takim prezentem dla jakiegoś… za przeproszeniem… np. ówczesnego partyjnego. Odpowiednią formę mógł przygotować każdy odlewnik. To byli fachowcy. A polecenia? Dyrektor do kierownika. Kierownik do majstra. A majster do odlewnika:

Edziu, trza kociołki odlać. Weź tam… Pomału… Gdzie teraz… Na nocnej zmianie. Góra się domaga, bo jakiś zjazd mają czy rocznicę jakąś… Z nimi to… A ty, Edziu, masz dryg. Artysta jesteś. Zrób takie… Wiesz… Lilije jakieś… Sobie i mnie też zrób… Napisz tam… Wiesz. Żeby pamiątkę mieć.

Kto odlewnika rozliczył z przygotowanych form i wykonanych odlewów? Niby jak? 🙂 Mogło tak być? Oj, mogło… Tyle w ramach dociekań i wyjaśnień skąd ten kociołek żeliwny mógł się wziąć. Oczywiście nieco żartem. Może to być produkt odlewniczy z innego miasta? Bez znaczenia. Ważne, że przetrwał i że jest ktoś komu zależy, aby nie wylądował w skupie złomu. Ile jest kociołków żeliwnych z napisem Drezdenko?  Może to jedyny? Wyrzucić? Nawet jeśli nie będzie nadawał się do użytku, warto go mieć. Ale już widzę, że będzie się nadawał. 🙂

Kociołek żeliwny z Drezdenka – co z nim zrobić?

Wszystko zależy od wytrwałości właściciela lub znalazcy. Rzecz nie w tym, czy kogoś stać lub nie stać na zakup nowego kociołka żeliwnego. Prawda, że można kupić nowy, jako drugi, kolejny, rezerwowy… Nikt nikomu nie zabroni mieć kilka kociołków żeliwnych. Sam rozważam zakup drugiego, bo nie chce mi się go wozić z miasta na wieś i ze wsi do miasta. Poza tym pomyślałem, że kociołek żeliwny na nóżkach z pokrywą skręcaną śrubą bardziej przyda mnie się w miejskim ogrodzie. Na wsi więcej uciechy będę miał z żeliwnego kociołka, w którym coś upichcę nad ogniskiem. Czyli myślę raczej o garnku żeliwnym z uchwytem (pałąkiem) i pokrywą. Może więc bogracz? Czas pokaże, na co się zdecyduję i czy będzie to garnek żeliwny czy może jednak garnek ze stali nierdzewnej.

kociołek żeliwny z Drezdenka

Na zdjęciach widać, że rdza jest spora, ale – moim zdaniem – sytuacja jest do opanowania. Oczywiście, jeśli ma Pan zapał i możliwości, aby sobie z tą rdzą poradzić. Widzę, że już wykonał Pan kawał roboty. Brawo! Garnek żeliwny nie jest przedmiotem małym i lekkim. W skorodowanym stanie nie nadaje się do użytku. Najważniejsze jest, aby dobrze go sprawdzić, czy nie ma uszkodzeń w postaci pęknięć (żeliwo jest kruche i podatne na urazy mechaniczne). Na zdjęciach wygląda całkiem dobrze, ale moje oko może się mylić. Trzeba samemu kociołek sprawdzić dokładnie wewnątrz, na zewnątrz, pokrywę, śrubę, uchwyt, zaczepy, nóżki… Dźwięk! Popukać… Musi być dzwon.

kociołek żeliwny

Na krótkich nóżkach?

Nie widzę tego dokładnie, ale podejrzewam, że nóżki nie są kompletne. Widzę w nich jakiś otwór. Sądzę, że tam była dokręcana druga część nogi. Jest tam w tym otworze jakiś gwint? Nic już sytuacji nie zmieni. Ten kociołek będzie stawiany na trzech cegiełkach (szamot można pociąć i przygotować odpowiednio wysokie podpory, stabilne…), aby dno nie stykało się z podłożem. Najlepiej na tyle wysoko, aby można było pod nim rozpalić mały płomień lub zmieścić żar. Coś Pan sam wymyśli. Ważne, aby ciepło z ogniska (z żaru) docierało do garnka od spodu. Odległość 10-15 cm będzie odpowiednią.

kociołek żeliwny z Drezdenka

Rdza by to…

Nie przejmowałby się rdzą na powierzchniach zewnętrznych. Najważniejsze jest wnętrze kociołka oraz spód pokrywy, czyli wszystko to, z czym zetknie się potrwa podczas procesu gotowania. Te powierzchnie trzeba doczyścić i zaimpregnować koniecznie. Podejrzewam, że na majówkę Pan nie zdąży. Zadanie nie jest łatwe, ale nie jest to wyprawa na Marsa. Jeśli chodzi o rdzę na powierzchniach zewnętrznych to oczywiście trzeba ją usunąć na tyle, na ile się to da, bez jakichś karkołomnych wyczynów i mozolnego ścierania i szorowania. W tym przypadku wystarczy wiedza, że ogień wypali rdzę, a sadza powierzchnię zakonserwuje. Jeśli będzie Pan kociołek używał częściej niż raz do roku, to dość szybko zauważy, że rdzy na zewnątrz już nie ma. Jeśli za każdym razem cały kociołek i wszystkie jego elementy wysmaruje Pan olejem, to tym doskonalej będzie on zakonserwowany. Każde kolejne ognisko załatwi sprawę resztek rdzy i oleju z poprzedniego olejowania. Używany kociołek żeliwny na zewnątrz jest czarny od sadzy, brudny, tłusty… Tak ma być!

Natomiast misa kociołka wewnątrz musi być wyszorowana do… szarości. Oczywiście nie uzyska Pan idealnej powierzchni: gładkiej, jednobarwnej, czystej, niebrudzącej… To nie talerz z fajansu, jeno turystyczny garnek żeliwny dla zuchów, którzy lubią tę zabawę. Tak więc informacja, że już Pan sobie zamówił nowy kociołek żeliwny z polskiej odlewni jest informacją świadczącą o rozsądku. Majówka niebawem. Stary kociołek żeliwny z Drezdenka może poczekać na swój kulinarny debiut. Będąc na Pana miejscu wnętrzem kociołka jeszcze bym się zajął. Ale nie tylko ciągłe i uporczywe szorowanie.

kociołek żeliwny z Drezdenka

Odnawiamy kociołek żeliwny

Najprościej? Stary kociołek żeliwny można pozbawić rdzy poprzez piaskowanie. Są firmy zajmujące się tym. W komorze ciśnieniowej piasek usunie wszystko co zbędne (usuwalne). Żeliwo powinno wyglądać jak nowe. Potem już tylko wypalić, zakonserwować… I dbać! Drugi sposób to spróbować wypalić żeliwo w ogniu. Do pieca włożyć się nie da. Kociołek za duży, za ciężki… W domowym kominku też nie radzę. Chyba, że mamy kominek lub palenisko w ogrodzie, gdzie ten zabieg można przeprowadzić odpowiednio długo i bezpiecznie. Trzeba mieć głowę na karku, bo z ogniem nie ma żartów. Można spróbować najpierw wypalić np. pokrywę. Jest mniejsza, więc mniejszy kłopot. Jeśli wiemy, jak piecze się ziemniaki w ognisku to będziemy umieli poradzić sobie z wypaleniem pokrywy także. Żeliwo szybko nabiera temperatury, więc uwaga! Po godzinie lub dwóch rdza z pokrywy powinna zniknąć.

kociołek żeliwny z Drezdenka

Jak sobie poradzić, gdy nie mamy kominka ogrodowego, ani nie możemy rozpalić ogniska? Możemy kupić palnik lutowniczy, który działa na gaz z małej butli gazowej (tzw. palnik gazowy na kartusz). Ja takim palnikiem usuwam chwasty z ogrodowego chodniczka. W piecu też rozpalam. Grilla rozpalam. Palnik nakładany na małą butlę gazową pozwala uzyskać temp. do 1300 st. C, więc to znacznie lepiej niż ognisko. Palnikiem dotrzemy punktowo do miejsc rdzą spowitych. Nie musimy pakować kociołka do ogniska. Trzeba założyć rękawice spawalnicze, bo żeliwo będzie gorące dość szybko. Tak więc ja bym kociołek nadal szorował i spróbował resztki rdzy (tej trudno usuwalnej poprzez szlifowanie i szorowanie) wypalić takim palnikiem gazowym.

kociołek żeliwny

Do pracowitych świat należy!

Jeśli coś gdzieś pozostanie… Też nie trzeba się frasować. Należy zastosować metody na zmianę: szlifowanie (szorowanie), wypalanie, znów szlifowanie… Zrobić próbę na małej powierzchni, co daje najlepsze i najszybsze efekty. Można spróbować zwilżyć rdzę olejem roślinnym. Taki test. Jakiś fragment tylko. I sprawdzić, jak się rdza zachowa po potraktowaniu jej palnikiem gazowym. Będzie smród, ale może odpadnie szybciej? Próbować do skutku.

Jeśli efekt będzie bliski oczekiwanego, można próbnie kociołek wypalić olejem i upitrasić coś „na zmarnowanie”, czyli zagotować wodę z ziemniaczanymi obierkami z dodatkiem 50 ml oleju roślinnego. Tego się nie je! To się wylewa. Chodzi głównie o sprawdzenie, jak wygląda wnętrze kociołka po pierwszym pichceniu. Potem kociołek wyszorować piaskiem, umyć czystą wodą i sprawdzić, czy jest już gotowy do prawidłowego użycia. Jeśli coś w środku nie gra, zaczynamy zabawę od początku: szlifowanie, wypalanie…  Nie zapomnieć o końcowym wypaleniu (impregnacji) olejem… Poradzi sobie Pan na pewno!

PS1. Bardzo podoba mi się idea kupowania polskich produktów! Chyba jesteśmy z tego samego… żeliwa. 😀 Powodzenia!

PS2. Oczywiście zapraszam do dalszej korespondencji.

PS3. Czy wie Pan, że już rzymscy legioniści używali podobnych kociołków? Rzymski kociołek do gotowania na ognisku też miał krótkie nóżki, ale był z brązu. Gotowanie w kociołku nie powinno odbywać się na wielki ogniu. Po co? Żeby przypalić potrawę? Albo żeby wróg zobaczył? Chruścikiem też można utrzymać optymalną temperaturę. I o to tu chodzi. 🙂

PS4. Te krótkie nóżki to nawet fajna sprawa. Można wybudować sobie palenisko z kilkunastu cegieł. Takie bez zaprawy. Zwykła prosta układanka z cegieł. Prosty piecyk ogrodowy z otworem dopasowany do tych nóżek. Może kiedyś pokażę. W mieście nie mam cegieł tylu. W sobotę coś wymyślę. 🙂

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

7 + 20 =

Więcej w Rozmaitości
kociołek
Po otwarciu kociołka jeden smród, kwas i spalenizna

Witam. Kupiłem kociołek emaliowany taki sam jak pod wskazanym linkiem....

Mycie naczyń emaliowanych
Jak pielęgnować naczynia żeliwne emaliowane

Nie tylko żeliwne... Naczynia kuchenne powleka się wewnętrzną warstwą ochronną...

Zamknij