Sto na sto i czysto?

Przewozimy w nim rozmaite sprzęty, narzędzia lub podróżny bagaż. W licznych paczuszkach i pakuneczkach transportujemy w bagażniku artykuły spożywcze, płyny, środki czystości, szkło… Płyny mogą się wylać. Naczynia szklane mogą się stłuc. Opakowania mogą okazać się nieszczelne lub zbyt delikatne, aby wytrzymać trudny dalekiej podróży lub choćby krótkiego transportu do domu. Nieprawidłowe ułożenie przewożonych produktów może skutkować ich zgnieceniem lub przemieszczeniem. Napaskudzić w bagażniku można dość

Czytaj dalej

Zakupy spożywcze przez internet – warto czy nie warto?

Pandemia dała w kość nam wszystkim. Nic nie wskazuje, aby w najbliższym czasie sytuacja mogła wrócić do tej sprzed koronawirusa. Najzagorzalsi przeciwnicy postępującej cyfryzacji przekonali się, że ma ona sens i że jest niezwykle pomocna w codziennym życiu. W okresie samoizolacji, a już na pewno w trakcie przymusowej kwarantanny, jedynym oknem na świat był telefon z dostępem do internetu. To cyfrowe okno pozwalało wykonywać obowiązki zawodowe,

Czytaj dalej

Prawidłowe przygotowanie kociołka żeliwnego do sezonu

Jak powinien wyglądać żeliwny kociołek myśliwski po pierwszym, po drugim i po kolejnych sezonach intensywnego użytkowania? W ubiegły weekend po raz pierwszy w tym roku wytargałem swojego żeliwnego klamota, aby uraczyć gości karkówką w ziołach, z odrobiną warzyw, podlaną odrobiną piwa. Tym razem wybrałem kociołek mięsny bez przyprawowych szaleństw, ponieważ nie każdy lubi smakowy przepych, zaś w umiarze gustują raczej wszyscy. Jak wygląda mój kociołek żeliwny

Czytaj dalej

Moje pierwsze kociołkowanie

W jednym z ostatnich komentarzy na Pana facebookowym profilu napisałem, że niedawno odebrałem swój upragniony kociołek. Po pierwszych zachwytach przyszedł czas na dokładne oględziny i doczytanie Pana wpisów na blogu, dotyczących tych wspaniałych naczyń. Jakież było moje rozczarowanie, kiedy zorientowałem się, że dałem się nabrać i kociołek o germańsko brzmiącej nazwie okazał się sprzętem kitajskim. Długo go wybierałem. Chciałem kupić polski, lecz opis sprzedawcy i opinie

Czytaj dalej

Kupujemy kociołek żeliwny – na co zwrócić uwagę?

Witam. Chcę zapytać, czy może poleciłby mi Pan jakiś sprawdzony sklep lub odlewnię, ponieważ mam zamiar kupić sobie kociołek i raczej wolałbym, żeby było to coś solidnego i polskiego, bo widzę, że na allegro pełno tego, ale nie mam przekonania co do jakości. Na co zwrócić uwagę, kupując kociołek żeliwny lub jaki kociołek żeliwny kupić? Pozdrawiam. Maciej Panie Macieju, spora garść informacji w opublikowanych na ten

Czytaj dalej

Uszkodzona powłoka w brytfannie żeliwnej

Szukając pomocy dla mojej żeliwnej brytfanny, natknęłam się na Pana bloga. Postanowiłam napisać i poprosić o pomoc. Z brytfanny skorzystałam wczoraj. Gotowany był w niej gulasz. Mięso było z początku dość mocno przypalane. Gdy umyłam brytfannę, zauważyłam, że odłupał się kawałek powłoki (raczej podczas gotowania). Brytfannę mam od 2-3 lat, ale była używana może z 15 razy. Po każdym użyciu myłam ją gąbką z płynem do

Czytaj dalej

Rozpakowałem swój wymarzony pierwszy kociołek

Witam. Całkiem spora encyklopedia kociołkowania. Właśnie rozpakowałem swój wymarzony pierwszy kociołek żeliwny. Producent w instrukcji zaleca jakby wykonanie obu opisanych przez Pana czynności naraz, czyli nasmarowanie całego kociołka wraz z pokrywą, nóżkami i uchwytem olejem spożywczym, a następnie wypełnienie ziemniakami i tłuszczem. Tak przygotowany kociołek należy wypalać 2 godz. na ognisku. Ma to sens? Przemek Panie Przemku, bardzo delikatnie mówiąc (i pisząc) sensu to nie ma.

Czytaj dalej

Od dedukcji do… indukcji?

Niniejszy tekst jest kontynuacją odpowiedzi na komentarz Pani Janki do mojego tekstu o kuchennych garnkach emaliowanych. Napisałem tam, że powinniśmy stawiać na krajowe produkty, że najpierw powinniśmy kupować to, co regionalne, że w ten sposób wspieramy producentów lokalnych… Zaznaczyłem, że umyślnie nie użyłem określenia „polskie”, albowiem nie wszystko, co produkowane jest na terenie naszego kraju, polskim w istocie jest. Nie nasza marka, nie nasz kapitał… Nie

Czytaj dalej

Przypalone gary? Emalia wygrywa

Moja przygoda w kuchni rozpoczęła się dość dawno. Na początku polegała głównie na podkradaniu kąsków lub wygarnianiu palcem resztek przygotowywanego ciasta z misy. Podkradanie kąsków było dość ryzykowne. Jedynie usuwanie resztek potraw z naczyń było przez Mamę akceptowane, albowiem w rezultacie mojej działalności miskę myło się Jej łatwiej. Tak więc berbeciem będąc w kuchni przebywałem ochoczo i dość często. Oprócz zapachów przyjemnych doświadczałem też i innych.

Czytaj dalej