Grzybobranie. Czubajka kania – z leśnego mięsa schabowy

Na grzyby jeździłem już w dzieciństwie. Pod bacznym okiem Rodziców nauczyłem się, że do koszyka zbieramy tylko te grzyby, co do których mamy pewność, że są jadalne. Smykowi przedzieranie się w młodnikach drzew iglastych nie przysparzało trudności. Maślaki występowały w okolicy pospolicie, szybko więc nauczyłem się je rozpoznawać i ten gatunek grzyba zbierałem na potęgę. Drugim gatunkiem grzybów były tzw. czarne łebki (podgrzybki). Z podgrzybkami również radziłem sobie doskonale. Podgrzybki (brunatny, zajączek i złotawy) spotykamy w lasach iglastych najczęściej. Dla mnie od lipca do września najcenniejszym grzybem jest kania. Moje grzybobranie to kani szukanie.

Dzikie pieczarkowate

We wczesnym dzieciństwie zbierałem dzikie pieczarki. Pojawiały się na łąkach, w rżysku, wszędzie tam, gdzie wypasano konie i krowy. Łajno trawożernych służy im bardzo. W dorosłym życiu nie spotkałem już pieczarki dziko rosnącej. Widok krowy pasącej się na łące opodal gospodarstwa zaczyna być rzadkością. Nie mówię o gospodarstwach hodowlanych. Pieczarki hodowlane nie są tak smaczne, jak te rosnące dziko. A kania to gatunek grzybów należący do rodziny pieczarkowatych. Dzika kania jest pieczarkowata. Mniam. 🙂

czubajka kania

czubajka kania kapelusz

kania sowa

Grzybobrania, które pamiętam z dzieciństwa, to były wielorodzinne radosne wyprawy do lasu. Samochodów było mało, więc zmotoryzowani sąsiedzi zabierali innych chętnych. Grzybobranie to był piknik. Grzybobranie było towarzyskim spotkaniem w lesie. Jechało się wczesnym rankiem i wracało nawet późnym popołudniem. Kanapki, termosy, kocyki… Oczywiście koszyki i noże też. Rzecz jasna sprzyjać musiała pogoda. W tamtych latach we wrześniu – jak pamiętam – najczęściej sprzyjała. W tak dużym gronie rozpoznawać grzyby jadalne można było nauczyć się szybko. Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek ktokolwiek do domu wrócił z choćby jednym grzybem trującym czy niejadalnym.

Czubajka kania (sowa)

Na wsi grzybobranie było wpisane w obyczaj. Wedle tradycji grzybobranie rozpoczynano po 29 czerwca. Pamiętam o tym, albowiem tego dnia mam podwójne imieniny. 🙂 Tak więc po święcie Piotra i Pawła kto znał się na grzybach ruszał do lasu, aby uzbierać zapas na zimę. Trujących grzybów nie dotykano, uznając je za przekleństwo św. Piotra. I słusznie. Wszystkie grzyby są ładne a te trujące najczęściej są najpiękniejsze. Cały z nich pożytek to te ładne kolory, którymi las zdobią. Lubię ten jesienny widok dorodnych muchomorów pod brzózkami. To uczta dla oka.

Jednak prawdziwa uczta to smażona kania na kolację. Kanię mylą z silnie trującym muchomorem zielonawym i kilkoma innymi grzybami, których człowiek jeść nie powinien. Nie powinno się wybierać na grzyby po kilkuminutowym przeglądzie obrazków w internecie. Grzybobranie dla nowicjuszy powinno być organizowane pod okiem doświadczonego grzybiarza. Bez jego wiedzy las najlepiej traktować jako piękne miejsce do przyjemnych spacerów.

Bezpieczne grzybobranie

Spacerując podziwiać możemy wszelkie grzyby. W lesie można spotkać ich mrowie całe. Od maluśkich, które dostrzeżemy poruszając się wolno, omal z nosem przy ziemi, po te duże samotniki i gromadne dziwactwa. Bezpieczny i zdrowy spacer. Jagód też zbierać nie radzę, bo czas ich już minął. Tych czerwonych, tu i ówdzie spotykanych, nie polecam serdecznie. Do lasu lepiej zabrać kanapki z domu. Żeby skosztować owoców lasu wiedzy o nich mieć trzeba sporo. Ryzykować nie ma powodu.

Jedna jagódka sił ni zdrowia nie doda na pewno. Jedna jagódka za to może sił pozbawić i zdrowie odebrać. Zdecydowanie lepiej wyglądamy z aparatem fotograficznym przy oku niż aparatem tlenowym na twarzy. Takie grzybobranie bezpieczne jest i zawsze udane. Grzybów niejadalnych i trujących jest znacznie więcej niż jadalnych, choć jadalnych w Polsce jest cała masa. O pomyłkę naprawdę łatwo, gdyż wiele grzybów niejadalnych mniej lub bardziej przypomina te jadalne. Wśród grzybów niejadalnych są grzyby silnie trujące i… trujące śmiertelnie.

Sowy smażone

Czubajka kania ma pierścień przy trzonie. Ten pierścień nie jest z trzonem zrośnięty. Jeśli grzyb naprawdę jest tą jadalną sową, to bez kłopotu pierścień ten da się delikatnie przesunąć. Jeśli nie to absolutnie nie należy więcej grzyba dotykać, bo to nie jest sowa. Nie tym razem. Pierścienie na nóżce mają inne, podobne do kani, grzyby, ale tylko u kani okalająca nóżkę „falbanka” jest luźna i tylko tu daje się przesuwać. Trzon nóżki u dojrzałej (rozwiniętej) sowy jest w środku pusty. Kanię od muchomorów różnią kolory, ale na to zwracać uwagę mogę jedynie fachowcy. W lesie raczej nie zwracajmy uwagi na kolor blaszek, kolor trzonu czy kolor kołnierzyka (owej falbanki). Nie wiem, ilu w tym świetle dostrzeże różnice. Trzon u kani jest na pewno smukły, gdy nóżkę wykręcimy z podłoża powinna być zakończona bulwiasto. Wyrośnięta kania przypomina czasami miniaturowy parasol. Widywałem kanie wysokie na 30-40 cm. Takie okazy też można smażyć, jeśli robaczki jeszcze ich nie dopadły.

Powszechnie przyjęło się, że grzyby posiadające na spodzie kapelusza gąbeczkę to grzyby jadalne, zaś te z blaszką to grzyby trujące. I tak, i nie. Kania to grzyb jadalny, mimo że z blaszkami u spodu kapelusza. Moim zdaniem najłatwiej rozpoznać kanię po kapeluszu. Ale też trzeba nabrać pewnego doświadczenia, czyli zebrać choć kilkanaście sów pod okiem kogoś doświadczonego. Mam na myśli kilkanaście sów w różnym stadium rozwoju, rosnących w różnych miejscach (w lesie, na polanie, w ogródku) oraz dojrzewających w różnych warunkach (w słońcu, w deszczu, w cieniu). Grzyb jadalny trzeba umieć rozpoznać bez pudła.

Z sowy schabowy

Czubajka kania ma na kapeluszu takie niby łuski. W niektórych warunkach wyglądają one na suche, jakby odstające od powierzchni kapelusza. Kapelusz zdrowej dorodnej sowy mieć powinien barwę biało-beżową. Sprawia wrażenie zamszowego. Smakowe walory kani są przeciętne, trochę zbliżone do boczniaka, ale grzyb, usmażony jak kotlet schabowy, naprawdę jest smaczny. To właśnie jest powodem zatruć. Wielu niedoświadczonych grzybiarzy, chcąc mieć przysmak na kolację, zabiera z lasu wszelkie grzyby, które w postaci nierozwiniętej – w ich ocenie – przypominają kanię. Niestety, zbierają muchomory. Umiejętnie wydobyta niedojrzała kania potrafi dojrzeć, jeśli pozostawimy ją na noc z korzeniem w wodzie. Wielu sądzi, że tak właśnie się stanie z grzybem, który uznali za kanię. I to jest błąd zasadniczy. Grzyb się nie rozwija, ale i tak ląduje na patelni, bo tego jednego szkoda wyrzucić. I błąd kolejny. Kanie powinniśmy zbierać w pełni rozwinięte. Doj-rza-łe. W tej dojrzałej postaci pomylić kanię z muchomorem… raczej trudno.

Grzyby ongiś nazywano leśnym mięsem. Czubajka kania usmażona jak schabowy potwierdza, że prawdy jest w tym sporo. 🙂 Kania smażona? Odcinamy ogonek. Myjemy kapelusz. Sól. Pieprz. Maczamy w jajku. Panierujemy w bułce tartej lub mące (zależnie od kulinarnej szkoły) i smażymy na oleju, jak zwykły kotlet schabowy. Pychotka. Smacznego!

Grzybek mały?

To, co zbieramy w lesie, to tylko owoce (owocniki) grzybów. Grzyby tak naprawdę skryte są pod warstwą ściółki leśnej, obumarłych liści, mchu, próchniczej gleby, zajmując niekiedy całkiem duże połacie lasu. To duże organizmy, być może jedne z największych na Ziemi. Niektórzy posiadacze trawników znają je dobrze. Mam na myśli czarcie kręgi – grzyby rosnące w charakterystycznym kręgu. Czasami spotykane na polanach i leśnych prześwitach. W czasach dawnych wierzono, że pojawiają się wszędzie tam, gdzie czarownice urządzają nocne tańce. Grzyb na trawniku jest dla niego zabójczy. Chemia działa tylko czasowo. Jedynym ratunkiem jest wywóz ziemi i zakładanie trawnika na nowo.

Warto pamiętać, że toksyny zawarte w grzybach trujących, spożyte przez człowieka nawet w małej ilości, powodują wiele nieodwracalnych szkód. Grzybobranie to zajęcie niebezpieczne, jeśli wśród uczestników nie ma ani jednej doświadczonej osoby znającej się na grzybach. Nie warto ryzykować zdrowia i życia.

Kania się wyłania

Kilka lat temu kania zaczęła pojawiać się w ogrodzie na wsi. Co roku od połowy lipca sprawdzam każdy krzaczek, czy sprytna kania nie chowa się gdzieś przede mną. Niestety, odkąd rozpocząłem walkę z mchem w trawie, po kanie muszę wybierać się nieco dalej. Dokładnie kilometr dalej. Wapno nie służy grzybom. Przed rokiem kilkunastominutowy wypad do lasu zaowocował całkiem poważną liczbą tych smakowitych grzybów. W tym roku tyle szczęścia nie miałem.

Wydaje się, że powszechny dostęp do zasobów internetu powinien wykluczyć pomyłki, ale grzyb widziany z bliska w naturalnym środowisku może nie być tym samym, który widzimy na cyfrowym zdjęciu w internecie. Wszelkie wątpliwości powinny skłaniać do pozbycia się grzyba z koszyka.

2 thoughts on “Grzybobranie. Czubajka kania – z leśnego mięsa schabowy

  • 2017-09-19 at 13:39
    Permalink

    No bardzo apetycznie wyglądają te „schabowe” choć to nie mięsko to i tak są ciężko strawne 🙂 Podobne można zrobić z boczniaków ale nie mają tego smaku co grzyby leśne.

    Reply
    • 2017-09-19 at 14:08
      Permalink

      W dawnych czasach grzyby nazywane były leśnym mięsem, bo podówczas las chłopa żywił i ten z niego czerpał obficie. Lekko strawnych potraw z grzybów przyrządzić się pewnie nie da, ale przed konsumpcją ciężko się powstrzymać, gdy zna się ten smaczek. Tego dnia pracowałem ciężko, więc z trawieniem nie miałem problemu. 🙂 W lasach grzybów moc. Zbierać i suszyć do bigosów i na świąteczne pierogi. 🙂 Oczywiście do barszczyku tyci, tyci… a nie garściami. 😀

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Smaki, kulinaria
przepis na kwaśnicę
Przepis na kwaśnicę. Kwaśnica, czyli kwaśna zupa z kapustą kiszoną. Zupa w trzech smakach

Kwaśnica góralska, kwaśnica bacy, kwaśnica wiejska, kwaśnica babci, kwaśnica dziadka......

wiejski kotlet mielony
Chłopskie danie mięsne bez ziemniaków z owocowymi szczegółami w kilku smakach

Przydrożne restauracje, gospody, karczmy czy zajazdy prawie zawsze serwują jakąś...

Zamknij