Owoce cytryńca chińskiego właśnie dojrzały

O ile pąki na pędach cytryńca zwiastują rychłą wiosnę, o tyle dojrzała owoce tego pnącza zwiastują nadejście jesieni. Do końca lata jeszcze nieco czasu zostało, ale w moim miejskim ogródku cytryniec chiński jest swoistym jesiennym posłańcem. O cytryńcu już wspominałem przy okazji pnącz w ogrodzie, ale ta wdzięczna roślina zasługuje na szerszą prezentację, więc tym razem dojrzałe owoce w pełnej krasie. Owoce cytryńca chińskiego mają piękny karmazynowy kolor. Tym kolorem od kilku dni zachęcały mnie do zbiorów. Ciągłe deszcze przyśpieszyły i tak szybkie gubienie liści. Co prawda jeszcze jest ich sporo, ale za 3-4 dni cytryniec zgubi je jako pierwszy. Być może związane jest to z jego odpornością na mrozy? Do zimy przygotowuje się wcześniej. To są tylko moje spekulacje. Daleka Azja, która jest domem dla cytryńca, słynie z zim ostrych, więc być może jestem bliski prawdy. Nie ma to jednak znaczenia.

Ilość owoców cytryńca z roku na rok nie zmienia się zbyt dramatycznie. Nie zauważyłem, aby z czasem było ich więcej czy mniej. Pomijając okres aklimatyzacji i rozrostu, w którym owoce pojawiały się śladowo, od kilku lat wrześniowy zbiór daje mi średnio pół litra dojrzałych i zdrowych owoców. Jest to dokładnie taka ilość, jaką dla potrzeb własnych potrzebuję.

owoce cytryńca chińskiego

Owoce cytryńca chińskiego

Cytryniec jest rośliną leczniczą, od wieków znaną w medycynie dalekiego wschodu. Z młodych liści można przyrządzać gorące napoje pospolicie zwane herbatkami. Owoce można zasuszyć. Można stosować jako wzbogacający dodatek do konfitur innych owoców. Można robić ciekawe w smaku i zapachu nalewki zimowe. Zanim zaczniemy używać cytryńca do jakichkolwiek celów spożywczych, dobrze jest posiąść dokładną wiedzę na temat jego właściwości i leczniczego działania. Owoce cytryńca chińskiego w niektórych stanach zdrowia mogą po prostu zaszkodzić. Pnącze dostarcza wielu cennych witamin. Niektóre w dość dużej dawce. Ponoć zaleta w nadmiarze to… wada. 🙂 Więcej o cytryńcu chińskim można poczytać w innym moim tekście, w którym mowa jest o pnączach w ogrodzie.

owoce cytryńca chińskiego

Co roku planuję zasuszenie owoców, ale prawdopodobnie znów po prostu zrobię nalewkę. Ta ilość owoców powinna wystarczyć na 2-3 małe zgrabne buteleczki niskoprocentowej nalewki domowej. To ta mniejsza buteleczka po prawej stronie. Tymczasem jest jeszcze nieco nalewki z aronii. O aroniach napiszę niebawem. W tym roku na wsi obrodziły jak nigdy dotąd. Nalewka z cytryńca cieszy się sporą popularnością i znika z zimowych zapasów jako pierwsza. Aronię rozdajemy a i tak dla własnych potrzeb sporo pozostaje. 🙂

owoce cytryńca chińskiego

owoce cytryńca chińskiego

Owoce cytryńca chińskiego z tegorocznego urodzaju w moim miejskim ogrodzie. To naprawdę dużo. Nie mam możliwości poprowadzenia pnącza na większym obszarze, na niskich podporach, z dala od murów, więc uważam, że taki zbiór z dwóch małych stanowisk jest i tak spory. Rozrastające się pnącze powinno być utrzymywane nisko, aby jesienią do owoców był dostęp bez trudu i niebezpiecznej wspinaczki. Zauważyłem, że pobliżu pnączy pojawiły się młode odrosty. Być może wiosną przesadzę je do ogrodu na wsi. Trzy nowe solidne pergole aż proszą o jakieś egzotyczne towarzystwo. 🙂

owoce cytryńca chińskiego\

Nalewka i polewka

Trzy lata temu na wsi, gdy kupowaliśmy w pobliskim gospodarstwie jajka, poczęstowano mnie nalewką. Rozmawialiśmy o sadzie, owocach… Jakoś tak rozmowa poszła w kierunku wina swojskiego i nalewek. Gospodarz uradowany pobiegł do kuchni. Wrócił z butelczyną i prośbą, abym posmakował i odgadł, z czego ta nalewka jest zrobiona. Już sam zapach wydobywający się z małego kieliszka omal nie rzucił mnie na plecy. Reakcję dopełnił smak owej (jeszcze tajemniczej) nalewki. 😀 Odważnie wypiłem, bo ciekawy świata nadal jestem, ale zagadka była za trudna. Zadowolony gospodarz poinformował mnie, z czego to zrobioną nalewkę, właśnie wlałem w swoje trzewia. Wrogom nie życzę. 🙂 Częstujący miał nie lada ubaw, albowiem nie omieszkałem podzielić się doznaniami zapachowo-smakowymi. Hm. W skrócie? Coś jak stara wojskowa skarpeta w lekkim spirytusie. 😀 Tak. Spirytus był tu najlżejszy. 😀

nalewka z cytryńca chińskiego

Mówiąc językiem młodzieżowym właściciel nalewki miał niezłą ze mnie… polewkę. Słucham? Nagrodą za odgadnięcie miała być butelka z tym tajemniczym eliksirem. Butelka była chyba – jak pamiętam – litrowa. Gospodarz zapewniał, że byle kogo nie częstuje. Niby zaszczyt, ale jak ja się cieszyłem, że nie odgadłem… Przez kilka kolejnych godzin nie mogłem pozbyć się tego… hm… intrygującego zapachu. Zjedzenie posiłku nie pomogło. Umycie zębów też nie. 😀 Większość dnia spędziłem nie odzywając się do nikogo… z bliska. 😀 To była nalewka z czarnej rzepy. Nadal kupujemy jajka u tego gospodarza, ale z poczęstunku już nie korzystam. Ciekawość świata w tym przypadku mam zaspokojoną. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Dom i Ogród
mastif
Żniwa, płoty, psy i koty. Ostatni sierpniowy weekend na wsi

Hałas i kurz na polu w miniony sobotni poranek uświadomił...

Sierpniowy obrazkowy raport ogrodowy. Pracowite pszczoły, nerwowe osy i szerszenie groźne

Tegoroczny urlop przemknął niczym lis przez drogę. Głównie zanosiło się...

Zamknij