Chłopskie danie mięsne bez ziemniaków z owocowymi szczegółami w kilku smakach

Przydrożne restauracje, gospody, karczmy czy zajazdy prawie zawsze serwują jakąś potrawę z mięsa mielonego. Nie mam na myśli mielonej wołowiny solidnie doprawionej pieprzem, z żółtkiem, cebulą i kiszonym ogórkiem siekanym drobno. Tatar to przystawka wołowa. Przyznam się, że jadłem już i tatara z suma, i flaczki z boczniaka, i bigos z porów… Przed laty w akademiku mieszkając, w pobliskim barze mlecznym zajadałem się kotletem mielonym… z ziemniaków. Dowolna potrawa, nawet z zapożyczoną nazwą, będzie smakowała, o ile przyprawiona będzie smacznie i z produktów świeżych. Poza tym – jak mawiał mój Dziadek – głód jest najlepszym kucharzem. Karczmy przydrożne o swojsko brzmiących nazwach, prześcigają się w wydumanych daniach chłopskich. Kabareciarzom konkurencji robić nie chcę, więc nazwy pominę. Dzisiaj w menu mój wiejski kotlet mielony.

Wiejski kotlet mielony

REKLAMA

Szewc boso a chłop z kosą

Z dzieciństwa pamiętam, że w każdym sąsiednim gospodarstwie (a pamiętam, że co najmniej 5 ich było) w chlewie świnie były. Ktoś mógł nie mieć perliczek. Inny mógł nie mieć indyków. Któryś gospodarz owiec nie trzymał. Tamten czy ów kozy nie miał. Ale u każdego szanującego się gospodarza dwa konie, dwie krowy i świń kilka być musiało. Gęsi, kury, kaczki… Króliki trzymano. Ktoś tam nawet nutrie hodował. U Dziadka świniobicie odbywało się 2 razy w roku na pewno. Częściej jedynie z ważnego powodu. Tak. Do częstszego świniobicia musiał być na wsi powód. Powód mógł być albo hodowlany (np. tucznik w terminowej kolejce), albo obyczajowy (np. wesele w rodzinie).

Świniobicie gospodarskie było świętem również wśród sąsiadów. Pomagano sobie na roli, pomagano w budowie, pomagano w świniobiciu. Ucztowano po żniwach na sąsiedzkich dożynkach. Ucztowano po świniobiciu. Po świniobiciu obdarowywano sąsiadów świeżym mięsem i przetworami, które nie nadawały się do przechowywania czy wędzenia (salcesony, kaszanki). Każde kolejne świniobicie u innego gospodarza zapewniało sąsiadom dostęp do mięsa i świeżynek w ramach wzajemności i dobrosąsiedzkiego rewanżu. Dobrze było na wsi żyć w zgodzie sąsiedzkiej. Rolnik z kosą może i boso, ale nie żeby głodny. Słucham? Szewc butów nie miał. Gospodarz buty oszczędzał. Przed karczmą ubierał. 😀

Wiejski kotlet mielony

Kotlet mielony wiejski

Karczma karczmą a obiad nie gotowy jeszcze. 🙂 Nie wiem, czy tak dokładnie wiejski kotlet mielony mógł być przygotowywany, ale skoro tu i ówdzie serwują flaczki z boczniaka, bigos z porów… 🙂 Co mi tam. Wiejskomiejski kotlet mielony przygotujemy na pewno z mielonej (względnie drobno siekanej) wieprzowiny. Jesteśmy mięsożerni. Rąbanki po świniobiciu nie mamy, ale u zaufanego rzeźnika na pewno kilogram łopatki, trochę karkówki i mięsa schabowego na poczekaniu zmielonej kupimy. Ostatecznie gotowe wieprzowe mięso mielone też może być kupione. Jeśli ma być jadło chłopskie to grymasić nie wypada, ale mięso mielone dobrej jakości kupić trzeba.

Wiejski kotlet mielony

Zależnie od potrzeb kilogram (dla 3 osób) lub dwa kilogramy (dla 5-6 osób) mielonego mięsa kupić musimy. Mięsa mrozić nie będziemy. Całą porcję na mielony kotlet wiejski zużyć musimy. Z kilograma 4 duże porcje uzyskać się powinno. Cztery porcje dla czterech osób? Hm. Ja zjadłem dwie. 🙂 No weź… Głodny byłem. Od razu do ogrodu pracować poszedłem. Jeden mielony kotlet wiejski to porcja dla dorosłego chłopa. Porcja jak dłoń męska. Porcja chłopska. Słucham? Na patelni i tak się skurczy. Nie żałuj sobie. Chwyć sporo mięsa w dwie dłonie. Nie kulaj, lecz przerzucaj je sobie chwilę z dłoni do dłoni. Dopiero tak ubitą porcję kształtujemy w wilgotnych dłoniach i odkładamy na talerz. To za chwilę. Teraz wróćmy jeszcze do przygotowania mięsa, bo… z głodu się zapędziłem. 🙂

Wiejski kotlet mielony

Wiejski kotlet mielony

Mięso mielone na nasz wiejski kotlet mielony zawiera miazgę czosnkową lub czosnek bardzo drobno siekany. Tak? Dodaliśmy drobno pokrojoną świeżą cebulę. Niektórzy cebule uprzednio smażą, ale nam nie o taki kotlet chodzi. Doprawiliśmy mięso pieprzem i solą. Posmakowaliśmy i uznajemy, że jest doprawione dobrze. Tak czy nie? Jeśli mamy wątpliwość, bo nie wiemy, czy utrafiliśmy z ilością soli, możemy dodać troszkę gotowej mieszanki ziołowej do mięsa wieprzowego. Dodałem troszkę przyprawy do żeberek. Raz, że chwilowo tylko taką do wieprzowiny miałem. Dwa – lubię tę przyprawę bardzo. 🙂 Doprawione mięso mielone musi nam smakować już teraz w postaci surowej. Smakuje? No weź… Ostrygę zjesz a surowej wieprzowiny nie posmakujesz? To taki tatar wieprzowy. 🙂 Śmiało.

Wiejski kotlet mielony

Na tym nie koniec. Przyprawiliśmy wieprzowinę czosnkiem i cebulą. Tak. Czosnek i cebula jest tu przyprawą. Do pełni szczęścia potrzebujemy dwóch kurzych jajek. Z tych jajek interesują nas tylko żółtka. Dodamy je do mielonego mięsa. Teraz już mieszamy masę ostatecznie. Słucham? Mięso wyrabiamy czystymi, gołymi rączkami. 🙂 Żółtka będą czynnikiem spajającym masę mięsną. Dzięki nim wiejski kotlet mielony swój kształt utrzyma również na patelni w trakcie smażenia. To pewnie wiesz. Ja tylko sobie utrwalam. 🙂 Nie rozpadnie się, choć pewnie parę kawałeczków cebuli na patelni zgubimy.

Wiejski kotlet mielony

Kotlet panierowany ziołami

Kotlety ukształtowane w solidne porcje? Teraz jeszcze zabieg panierowania. Nie dodawaliśmy do mięsa bułki tartej. Znamy sposoby i wiemy, że możemy namoczyć w mleku starą suchą bułkę. Gdy już jest miękka i rozpadająca się, zwykle dodajemy do mielonego mięsa na… hm… zwykłe miejskie kotlety mielone. Przypominam, że przygotowujemy własny wiejski kotlet mielony. Nie będziemy go osypywać mąką ani kulać w bułce tartej. Jako panierkę zastosujemy mieszankę suszonego majeranku z mieloną czerwoną papryką słodką. I tu już jest dowolność. Możemy każdą porcję kotleta osypać mieszanką lub wyturlać kotlet w mieszance rozsypanej na płaskim talerzu. Optymalnym wydaje się wariant z osypaniem i wklepaniem przyprawy. Upierał jednak się nie będę. Można inaczej. – Aaaa, jak tam już stryjenka uważa. 🙂

Wiejski kotlet mielony

Kotlet mielony z owocami, czyli kotlet po mojemu

I to już prawie koniec. Wyjmujemy dużą patelnię (może być żeliwna). Stawiamy na małym lub średnim ogniu. Wlewamy porcję oliwy (oleju), aby zakryła dno patelni. Czekamy chwilę aż olej na patelni się rozgrzeje. Teraz kładziemy kotlety na patelni i rozpoczynamy smażenie. Smażenie jest niby zabiegiem prostym, ale nasz wiejski kotlet mielony to kawał mielonego mięcha. Proponuję podczas smażenia odwracać go dość często. Gotowość można sprawdzić łopatką. Usmażony przestaje być miękki. Zyskuje pewną sprężystość. Złoto-brązowy kolor też może o tym świadczyć. Nic prostszego posmakować wybrany i ew. dosmażyć przetrzymując na patelni chwil kilka.

Wiejski kotlet mielony

Kotlet się ukula, do tego gruszka i cebula

Nie musimy jadać mięsa z ziemniakami. Ziemniaki przywędrowały do Polski wraz z osadnictwem niemieckim. I nie mam na myśli osadnictwa nieproszonego, czyli tego z czasów zaborów, lecz wcześniejszego – z okresu panowania Augusta III Sasa, który w latach 1733–1763  królem Polski był. Za króla Sasa jedz, pij i popuszczaj pasa! Nie mnie oceniać jego panowanie. Czasy saskie zmieniły znacznie polską sztukę kulinarną. Dzięki niemu np. jemy sztućcami i siadamy do stołów pokrytych obrusami. Hm. Bielizna osobista i pościel w łóżku od tamtych czasów też powszechniej zagościła w naszych domach.

Typowy współczesny polski obiad miejski: mięso, sos, ziemniaki, surówka. Nuda na talerzu. Jeśli szukamy jakichś ożywczych akcentów, dla odmiany proponuję takie właśnie rozwiązanie. Mój wiejski kotlet mielony smażyłem na oleju z oliwek, choć powinienem na oleju konopnym. Byłem zbyt zajęty robieniem zdjęć, aby zauważyć w porę, że patelnię zlałem nie tym olejem, co chciałem. Oliwa z oliwek również jest dobra i zdrowa. Na temat polskiego oleju z konopi przy innej okazji.

Owoce na dawnym wiejskim talerzu były taką samą rzadkością jak mięso. Oczywiście, gdy cofniemy się w czasie znacznie i zajrzymy np. do wsi galicyjskiej. Mój Dziadek, wedle posiadanych gruntów, za przedwojennego kmiecia mógłby być znany. Polski gospodarz pomorski. W PRL-u posiadane hektary utrzymał. Owocowy sad Dziadka do murowanego domu dolegał. Rosły tam jabłka, grusze, śliwy i wiśnie. Papierówka (jabłoń taka) owoce miała tak nisko, że urządzaliśmy sobie konkursy, kto zje najwięcej jabłek bez ich zrywania i dotykania rękoma. Zabawa była przednia, póki Dziadek nie zauważył, że drzewo zdobią same ogryzki. – Wyyyy, juuuuuchy! – krzyczał i gonił z laską po podwórzu. – Bozia gęby sprawne dała, jeno rozumy odebrała. – pieklił się nie na niby.

Wiejski kotlet mielony

To ci klops dopiero!

Wiejski kotlet mielony gotowy. Dobrze wysmażony acz miękki i soczysty w środku. Że duży? No, ba! Dwie rozpołowione i wypestkowane śliwki renklody. Głodny byłem, więc wypestkowałem, aby w pośpiechu zębów sobie nie połamać. Jabłko krajowe wyszypułkowane i na części podzielone. Jabłko twarde i słodkie. Gruszka dorodna, miękka i w grube plastry pokrojona. Cebula świeża krajowa w ćwiartkach, żeby miło było.:)  Nać świeżej pietruszki dla urody oraz… do cebuli podana. Łagodzi. Wszystko zjeść trzeba. Powidła śliwkowe niskosłodzone a po środku łyżeczka domowej konfitury aroniowo-jabłkowej. Cóż mam napisać jeszcze? POŻYWNE, ZDROWE I PRZE-PYSZ-NE! 🙂

Wiejski kotlet mielony

Wiejski kotlet mielony – czy to dużo pracy? Starannie licząc jakieś 30 minut w kuchni. Bez pośpiechu choć z żołądkiem pustym. 🙂 Prawdopodobnie takie kotlety mielone na wsi tu i ówdzie jadano. Oczywiście na tej wsi bogatszej. Słucham? Być może nazwa się utrwali. Wiejskomiejski kotlet mielony z owocowymi szczegółami, czyli z jabłkiem, gruszką i śliwkami, z powidłami, cebulą i pietruszką. Owocowe szczegóły dodajemy wedle uznania i aktualnego zapasu. Najważniejsze, że bez sosu, bez tłuszczu i bez ziemniaków. Żadnego smalcu, żadnej mąki, ani okrucha bułki tartej. Dużo kolorów i dużo smaków. Taki w sam raz na lato. Na babie lato na wsi. Smacznego!

PS. A ta smukła buteleczka po prawej? Oj, to zeszłoroczna domowa nalewka z aronii poczyniona. 😀

Polub i podziel się treścią z innymi.

2 thoughts on “Chłopskie danie mięsne bez ziemniaków z owocowymi szczegółami w kilku smakach

  • 2023-06-08 o 12:42
    Permalink

    Chłopskie na talerzu mnie zawsze smakuje. Hm. Może dlatego, że urodziłem się na wsi? Oczywiście chłopskie rozumiem jako wiejskie, swojskie, domowe…

    Odpowiedz
  • Pingback: jURi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

cztery × trzy =