Skóra, fura i komóra

Rowerowe przejażdżki po okolicy zaliczam do głównych atrakcji weekendów na wsi. Upychanie rozkręconych rowerów w środku po rozłożeniu tylnych siedzeń było możliwe tylko w poprzednim samochodzie. Nie mam mam na myśli aspektów technicznych. Technicznie i w Seacie jest to możliwe. Jest to nie do wykonania z powodów – nazwijmy to – emocjonalnych. 😀 Wiosnę czuć mimo mrozów. Brać motorowa znów ruszy na drogi. Postanowiłem poruszyć wątek motoryzacyjny. Przez lata miałem dość sprecyzowaną opinię o motocyklistach, ale kilku moich kolegów uwielbia motory, więc ugruntowany pogląd poddałem stosownej modyfikacji. Na początek uchwyt rowerowy na klapę a wycieraczki samochodowe. Jeśli się uwinę może zdołam napomknąć o odzieży na rower. O odzieży motocyklowej też słów parę będzie. I nie obiecuję, że o wszystkim w tym jednym tekście. 🙂

odzież na motor

Niektóre motory są po prostu piękne. W dzieciństwie gromadziłem zdjęcia skrzętnie wycinane z wszelkich napotkanych gazet i katalogów. Wyklejałem nimi kolejne zeszyty. Trwało to do końca szkoły podstawowej. Potem jakoś czar prysł. Zakochałem się w… muzyce. O tym kiedyś wspomnę. 😀

Uchwyt rowerowy

Samochód osobowy wyposażony w uchwyt do przewozu rowerów gwarantuje wygodny i bezpieczny transport rowerów. Każdy rowerzysta, który na czas wakacji nie może rozstać się ze swoim ulubionym pojazdem dwukołowym, na pewno jakiś sposób na przewóz rowerów ma. Można zapakować do pociągu. Można porozkręcać i upchać w samochodzie. Można dokupić uchwyt i zamocować na zewnątrz autka. Słucham? Tak. Zapakować się na rower też można. Gorzej jednak, gdy trzeba zabrać kosiarkę spalinową, kosiarkę elektryczną, piłę łańcuchową, rozdrabniacz do gałęzi… No, trochę tego sprzętu jest, więc wyliczał nie będę. Zapakować wszystkiego na rower się nie da. 🙂

Uchwyt rowerowy mocowany na haku nie mógł być zastosowany, albowiem ten Seat nie ma haka. Z kolei mocowanie rowerów na dachu jakoś do mnie nie przemawia. Z trzech sposobów przewozu rowerów samochodem osobowym dwa na pewno należą do wygodnych, ponieważ nie trzeba się wiele natrudzić, aby rowery na uchwytach zamocować. Kiedyś przyglądałem się sąsiadowi, który usiłował rower na uchwycie dachowym zamocować. Po tamtej prezentacji uznałem, że rozwiązanie dachowe odpada. Dla mnie sytuacja była komiczna, ale, sądząc po ilości potu i krzykach, dla sąsiada i jego żony… bynajmniej. 😀

Wycieraczki samochodowe

Uchwyt rowerowy? Zachwyt umiarkowany

Nie spotkałem się jednak z mocowaniami pozbawionymi wad. Uchwyt rowerowy mocowany na klapie tylnej samochodu też taką wadę ma. W trakcie przewozu rowerów pogoda może być rozmaita. W ostatnich latach latem płata spore figle. W strugach deszczu wycieraczki samochodowe muszą być sprawne. Na szybie tylnej jest jedna mała wycieraczka. Ona też musi wykonać pracę, aby i w takich warunkach pogodowych widoczność była zachowana. Uchwyt rowerowy opiera się o szybę w dwóch punktach. W tych miejscach na rurze uchwytu zamocowane są gumowe podpory (ochraniacze). Ich rozstaw można regulować. Szyba jednak ma profil dość mocno łukowaty. W tej jedynej pozycji, w której te gumy spełniają swoje zadanie, blokują wycieraczki samochodowe już w trakcie wykonywania pierwszego ruchu. Ramię wycieraczki po prostu w tym miejscu się klinuje.

Thule? Ja pierdziule…

To jedyna wada jaką przez lata użytkowania zauważyłem. Producent zapomniał o wycieraczce. Inne wyeliminowałem sam. 🙂 Podkładki ochraniające powierzchnie styku z klapą… Trzeba zaopatrzyć się samemu. I dobrze nad tym pomyśleć. Ciężar rowerów dociska klapę podczas jazdy… Profilowany ochraniacz na zderzak… Albo grube kawałki filcu! Na szczęście podróż na wieś nie trwa długo i raz tylko przebiegała w deszczu. Deszcz wówczas lał się z nieba wiadrami, więc nawet szybka praca wycieraczek nic nie pomagała, a że przy okazji wiało ze sporą prędkością, podróż z zamocowanymi rowerami została przerwana po 30 minutach na parkingu pobliskiej karczmy. Kwaśnica smakowała wybornie. Po dwóch godzinach pogoda się poprawiła a nasze humory się nie pogorszyły. Wyjazd na wieś to nie wyścigi. 🙂

wycieraczki samochodowe

Wycieraczki samochodowe

Wycieraczki samochodowe wydają się dość delikatnym mechanizmem. Zakleszczone ramię może spowodować uszkodzenie silniczka. Ten uchwyt rowerowy przeznaczony jest dla kilku marek samochodów. Być może problem z wycieraczką występuje tylko w Seacie? Ktoś poradził, aby na czas transportu rowerów ramię wycieraczki po prostu zdjąć. Być może przetestuję radę w najbliższym sezonie. Jakkolwiek nie jestem entuzjastą takich rozwiązań. Gdyby ingerencja ograniczała się do zdjęcia gumowej części roboczej, nie byłoby problemu.

Amatorski demontaż części ruchomych zamontowanych fabrycznie może zakończyć się usterką i wizytą w serwisie. Wymiana zużytego pióra wycieraczki to nie to samo, co demontaż całego ramienia. Być może sprowadza się to do odkręcenia jednej nakrętki, ale Seat to nie kosiarka. Bez fachowego instruktarzu własnego samochodu rozkręcał nie będę. Coś pęknie, coś się wygnie… I co z tego, że teraz każdą nawet drobną część do samochodu kupisz na Allegro?

wycieraczki samochodowe

Seat Altea XL przednie wycieraczki ma schowane za słupkami po obu bokach szyby przedniej. Bardzo ciekawe rozwiązanie.

Ubiór a rozbiór

Z dzieciństwa pamiętam pewną historię. W moim małomiasteczkowym bloku mieszkało kilku zapalonych wędkarzy. Każdy miał jakiś pojazd. Nawet wtedy rowerem na ryby mało kto jeździł. Na topie były polskie Komarki, enerdowskie Simsonki i czeskie Jawki. Jeden z sąsiadów dorobił się jednak poważniejszego – jak dla ówczesnego mnie – pojazdu. Kupił używany motor o nazwie WFM. Rdzawego koloru cudo, bo poprzedni właściciel pomalował tylko podkładówką. I tak spory wysiłek! Komarki malowano olejną. 🙂

Strasznie to hałasowało. To pamiętam doskonale. Takie głośne i twarde pyrkanie, które z niczym innym pomylić się nie dało. Wjeżdżał motorem na podwórko i wszyscy wiedzieli, kto z pracy wrócił. Pan Stefan. Oczywiście skórzana torba, skórzana kurtka, wysokie buty, rękawice, kask i gogle – dość poprawna odzież motocyklowa. Jak na wczesne lata siedemdziesiąte ubiegłego wieku? Grubo! 😀 Jego „wuefemka” bladła jedynie przy Junaku, ale w miasteczku w tamtym czasie nikt takowego nie posiadał. A już na pewno nie tak ładnego, jak ten odrestaurowany na obrazku poniżej. Junak to było coś! Niektórzy Junakiem w polu orali. Siła!

odzież motocyklowa

Części na sprzedaż

Razu pewnego sąsiad postanowił motor nieco odmalować. Ceregielił się z tym jakiś czas. Koledzy od wędkowania zauważyli to i postanowili mu pomóc. Nie wiem, czy zrobili to z zamysłem, czy w ramach przyjaznej spontaniczności? Ponieważ we czterech nie mogli się przy motorze pomieścić, namówili Stefana, aby wuefemkę przed pomalowaniem rozebrać na części. Na ile się da. Nie zapaskudzi się farbą czego zapaskudzić się nie powinno. No i lepszy do każdego detalu dostęp. Proste. Mieli rację. Po dwóch godzinach wspólnej pracy pomalowane części pozostawiono na podwórku do wyschnięcia.

Oczywiście na tym pomoc kolegów się skończyła. Stefan motor musiał złożyć już sam. Trwało to dość długo. Na koniec dnia okazało się, że motor złożony, ale kilka części pozostało. Wieczorem do umartwionego Stefana zagadał sąsiad, który cały dzień bacznie jego i kolegów poczynania obserwował z okna. – Co się tak głowisz, Stefan? Motor złożony? Części zostały? Ba! Bo to teraz napakują tego wszystkiego a połowa to w ogóle niepotrzebna. Sprzedasz i będziesz miał na spławiki, żyłki i haczyki – furknął z okna znudzony przedstawieniem.

Nie pamiętam końca tej historii. Zakładam, że ktoś Stefanowi pomógł i motor jak należy w końcu poskładano. Po latach tyle tylko w mojej pamięci pozostało. Jest jeszcze druga historia ze Stefanem i jego motorem w roli głównej, ale o niej przy innej okazji. Wspominam o tym, aby dać dowód, że bez dostatecznej wiedzy najlepiej niczego samemu nie rozkręcać. Chyba, że celem jest pomieszczenie owego w pojemniku na odpady. Tylko że zużyte maszyny i urządzenia trzeba samemu odstawić na złom. Kto by się teraz bawił w rozkręcanie. 🙂

odzież motocyklowa

Odzież motocyklowa

Stefan lub raczej Pan Stefan (bo przecież to postać prawdziwa) był pierwszym motocyklistą, jakiego ja spotkałem, który do jazdy na motorze zakładał strój zdecydowanie inny niż ten noszony na co dzień. Być może tym właśnie podpadł kolegom. Oni – jak pamiętam – stanowili grupę kufajkowo-beretową. Pan Stefan od „kolegów po wędce” zdecydowanie odstawał. Być może nieco wyższy status społeczny sprawiał, że stać go było na dość przepisową – jak na owe czasy – odzież motocyklową. Robił spore wrażenie nawet na smarkaczu, jakim ja podówczas byłem. Wuefemka? No tu szału nie było. Pan Stefan w odzieży motocyklowej zdecydowanie lepiej prezentował się… bez motocykla.

odzież motocyklowa

Pan Stefan wyglądał nieco inaczej, ale mężczyzna na tej starej fotografii nieco mi go przypomina. Spodnie inne, motor inny, no i brak przepisowego „orzeszka” z osłoną na kark i uszy, zapinanego pod szyją… Orzeszek to taki kultowy kask z lat 60-tych i 70-tych ub. wieku.

Ride on…

Przypomniał mi się przebój AC/DC (albo AC piorun DC lub – jak mawiał pewien znany mi pogromca barów mlecznych – hejsidisi 😀 ) Kiedyś wspominałem o koledze, który, brzdącem będąc, chciał zostać Gierkiem. Pamiętam, że od wczesnej młodości miał ciągotki do pojazdów mechanicznych. Gdy byliśmy dzielnymi uczniami Technikum Mechanicznego swoją przygodę z motorami zaczął – jak pamiętam – od czeskiej Jawy. Po Jawie kilka lat cieszył się (niektórzy powiadali, że szpanował) Junakiem przerobionym na modłę amerykańskich czoperów… Po – o ile dobrze pamiętam – kilkunastoletniej przerwie znów powrócił do motorów. Kolejnym nabytkiem była Yamaha. Modelu nie pamiętam, ale oczywiście również w wersji dla amerykańskich pogromców autostrad. Ostatecznie kilka lat temu stał się posiadaczem Harleya. I tu śmiechów już nie ma. 😀

odzież na motocykl

Piękny bębenek zamiast kaloryferka… Zamiast kierownicy w jedną dłoń wystarczy włożyć pilota, w drugą dłoń puszkę piwa (bezalkoholowego) , posadzić człeka na kanapie… i będzie Easy Rider w wersji udomowionej. (..) But I know what I’m gonna do. I’m gonna ride on… Ride on… (…) 😀 Po latach lubię AC/DC.

Skóra, fura i komóra…

Niestety, kolega w latach młodości musiał się zadowolić strojem typu: kask, rękawice i skórzana kurtka znaleziona ze strychu. Nie było sklepów z odzieżą dla motocyklistów. Kurtki skórzane były w modzie, ale zakup odpowiedniej był nie lada wyczynem. Jeśli ktoś miał rodzinę w Niemczech… Byli i tacy, którzy szyku zadawali nosząc (wożąc) się w kurtkach wojskowych, które odnajdywali na strychach. Kolega taką znalazł. Do motocykli mnie nie ciągnęło, ale kurtkę skórzaną zawsze mieć chciałem. Gdy już mogłem sobie pozwolić na zakup, na nikim wrażenia zrobić nie mogłem. Hm. Moment. W latach 90-tych skórzana kurtkę nosił – jak mnie się zdawało – co drugi. Przez jakiś czas i ja nosiłem ten ciężar, aż pewnego razu w tramwaju… O tym później. O odzieży na rower też później, bo się rozgadałem o motocyklistach. 🙂

4 thoughts on “Skóra, fura i komóra

  • 2018-05-11 at 23:18
    Permalink

    Ha, ha, ha! Dzięki za odpowiedź do mojego komentarza. Jak wiesz nie jestem „cukrownikiem”. Podoba mi się Twój blog. Nawet bardzo. Znajduje tu wiele informacji dla siebie… Szczególnie podobają mi się… nalewki. 😀 Pozdrawiam!

    Reply
    • 2018-05-11 at 23:28
      Permalink

      No, weź… 😀 Tylko? A ubaw po pachy? Hm. A tak się staram rozweselić każdego Czytelnika. 🙁
      😉 PS. A jak tam rybki w stawie? Pstryknąłbyś jakąś. Opublikuję w ramach WYPOCZYNKU z wędką. 🙂 Niech ludzie zobaczą, co można mieć w stawie 20 metrów od… tarasu. 😀
      Przypomniało mi się, że miałem napisać o tym, kiedy i dlaczego przestałem nosić się w kurtkach skórzanych. Za parę dni coś skrobnę.

      Reply
  • 2018-05-11 at 20:06
    Permalink

    Cześć Piotr! Dzięki, dzięki za wspomnienia… motocyklowe… i nie tylko. 🙂 A gdzie masz zdjęcia z naszej wizyty u Was na wsi? Teraz Hary (Harley Davidson) ma kumpla Chrisa (Chrysler 300 C). Bestia oczywiście też w kolorze czarnym. Podobno czerń to nie kolor. 🙂 Byłbym zapomniał… A o co chodzi z tym Gierkiem? 😀

    Reply
    • 2018-05-11 at 23:03
      Permalink

      O! Czaaaaaras? Jakże mi miło. 😀 Wreszcie znalazłeś chwilkę… Witaj stary Przyjacielu! 🙂 I jedno, i drugie się zgadza. 🙂 Lata lecą… 😀 OK. Już wyjaśniam. Często przecież powtarzałeś, że gdy byłeś smarkaczem (jest taki okres w życiu każdego mężczyzny… 😀 ), to na pytanie „kim chcesz być, jak dorośniesz” odpowiadałeś, że chcesz być Gierkiem. Jak rozumiem już o tym zapomniałeś. Hm. Nie dziwi mnie to. Ideał kiepski. 😀 Teraz odpowiedziałbyś pewnie, że albo Harleyem, albo Davidsonem. 😀
      Zdjęcia… Kurdebele! Tyle ich wówczas zrobiliśmy… Wiesz, że nie mogę ich odnaleźć? Parę lat minęło. Gdzieś są, ale nie mogą odnaleźć właściwego katalogu. 🙁 Gdy tylko znajdę coś na pewno napiszę i opublikuję kilka z nich. Piękny ten Twój HD. Warto go tu pokazać.
      Pozdrawiam serdecznie, Piotr (czyli… do zdzwonienia się 😀 )

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 − eleven =

Więcej w Wypoczynek
Ruiny zamku w Jasińcu
Po wsi rowerem. Kasztelania w Nowym Jasińcu

Przyznam się, że dopiero tego lata odwiedziłem to miejsce. Trochę...

Po wsi rowerem. Cwane lisy, głupie gęsi i komarzyce… tygrysie?

Afrykańskie upały jeszcze tu nie dotarły. Trochę chmurek, ale ogólnie...

Zamknij