Żeliwny kociołek myśliwski. Jak przygotować kociołek zanim zaczniesz cokolwiek gotować

Wszelkie naczynia z żeliwa wymagają starannej pielęgnacji. Dla niektórych może to być utrapieniem. Ale… Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że wszystko co użytkowe a czym chcemy cieszyć się przez lata wymaga pielęgnacji, konserwacji i prawidłowego użytkowania, sprawa staje się banalnie prosta, bo… oczywista. W przypadku naczyń żeliwnych należy zachować określone procedury przed, w trakcie i po użyciu. Nic nadzwyczajnego. Wystarczy też minimum wiedzy na temat żeliwa. Marzy nam się żeliwny kociołek myśliwski? Marzenia trzeba realizować.

Kupiliśmy żeliwny kociołek myśliwski

Nowy kociołek żeliwny wymaga przygotowania go do roli, którą ma spełniać. Mój kupiłem w krajowej odlewni żeliwa z południa Polski, bo raz, że nie jestem miłośnikiem chińszczyzny, a dwa – uważam, że należy kupować to, co produkuje się w Polsce, ponieważ krajowe produkty najczęściej są wielokroć lepsze. W przypadku myśliwskiego kociołka żeliwnego wiem, że kupiony produkt jest z żeliwa prawdziwego a nie jakimś „tworem”, który żeliwo przypomina z wyglądu i nazwy. Niestety, nie mam zaufania do wyrobów chińskich, które wcale nie są już zaskakująco tanie. Są nadal zaskakująco nietrwałe.

Nowy kociołek przed pierwszym użyciem należy wypalić. Jest kilka sposobów. Połączyłem dwa sposoby, aby mieć pewność, że kociołek będzie wyrychtowany jak trzeba. Najpierw wyszorowałem wnętrze kociołka czystą wodą z domieszką zwykłego piasku (żwiru). Wypłukałem go w zimnej wodzie. W czystej zimnej (letniej) wodzie bez jakichkolwiek środków chemicznych. To ważne.

Żeliwny kociołek myśliwski

Po wysuszeniu (lato upalne było, więc po 30 minutach naczynie było suche) przygotowałem się do wypalania. W tym celu do kociołka wlałem pół litra zwykłego oleju roślinnego. Kociołek ustawiłem na przygotowanym (utwardzonym kostką brukową – kociołek sporo waży) podręcznym otwartym palenisku. Ponieważ dobrze jest widzieć, co się dzieje, zalecam wypalanie w przygotowanym palenisku otwartym. Nie robić tego np. w palenisku kominka ogrodowego! Pomocne będzie przygotowane naprędce (a może bez pośpiechu) narzędzie w postaci owiniętej na grubszym kiju jakiejś zwiniętej w kłąb „szmaty” (ja poświęciłem koszulkę bawełnianą, którą do kija zamocowałem drutem). Gorący olej przepali wszelkie syntetyczne materiały i zabrudzi kociołek, co będzie mocno kłopotliwe do usunięcia… Trzeba uważać, co się robi.

Wypalamy żeliwny kociołek myśliwski

Stawiamy kociołek na palenisku. Rozpalamy pod nim ogień. Żeliwo bardzo łatwo przyjmuje ciepło (i długo stygnie), więc olej zaczął wrzeć już po 10 minutach. Szmatą zamocowaną na kiju rozprowadzamy wrzący olej po wnętrzu kociołka, aby tym sposobem pomóc w wypaleniu się wnętrza całej misy. Czynność tę wykonujemy co kilka chwil, pozwalając, aby gorący olej spływał na dno misy. Wypalanie można zakończyć po 30-45 minutach, gdy zauważymy, że wnętrze ścianki naczynia oraz dno zmieniło barwę z szaro-stalowej na brązową. Olej również straci kolor i przejrzystość, bo „zbierze brudy”. Mówiąc prościej: olej będzie się przypalał przywierając do powierzchni żeliwa, wnikając w jego mikro-pory. I o to chodzi. Raczej.

Żeliwny kociołek myśliwski

Zaopatrzeni w grube rękawice (skórzane budowlane lub spawalnicze, ale nie ogrodnicze), odczekawszy aż płonień nieco przygaśnie lub zniknie, możemy zdjąć garnek z paleniska. Dobrze mieć przygotowaną jakąś płytę cementową (najlepiej płytka chodnikowa o wymiarach pozwalających na stabilne ustawienie nóżek kociołka żeliwnego). Kociołek z zawartością jest gorący, więc tymczasem nic nie robimy. Zostawiamy wszystko aż wystygnie. Nie próbować schładzać wodą! Żeliwo pęknie I po zabawie…

Olej w głowie…

Garnek stygnie bez naszego udziału. Idziemy na obiad, albo zajmujemy się czymś w ogrodzie. Proponuję jednak pozostać w pobliżu, aby nikt się nie poparzył w przypadkowym a nierozsądnym kontakcie z naczyniem. To naprawdę jest gorące. Poza tym w otwartym palenisku ogień musi się jeszcze tlić. Obiad nie zając…

Rękawice na pewno po pierwszym kontakcie z garnkiem będą czarne, ale przydadzą się jeszcze nam później. Ze schłodzonego kociołka wylewamy zużyty chłodny olej do jakiegoś naczynia. I zabieramy się za ponowne mycie.

Kociołek żeliwny ZAWSZE myjemy czystą wodą z domieszką piasku. Niczym innym! Podczas szorowania przypalony olej powinien zniknąć z wnętrza misy kociołka. Czynność można powtórzyć. Na tym etapie dwukrotne umycie kociołka wodą z piaskiem powinno wystarczyć. Wnętrze kociołka w niektórych miejscach nadal może mieć kolor lekko brązowy. Nic nie szkodzi. Po prostu było wypalane (używane) i tak już będzie. Po wyszorowaniu wnętrze i tak będzie nieco tłustawe. Tłuszcz pozostanie w mikro-porach.

Kociołek myśliwski z  żeliwa

Drugi etap to wygotowanie kociołka żeliwnego. Oczywiście nikt nie będzie poświęcał potraw, aby je potem wyrzucać. Najtańszym sposobem jest użycie ziemniaków lub samych obierek, lub… obu jednocześnie. Dlatego wrzucamy do kociołka ziemniaki całe, obrane i obierki. Mniej więcej do połowy jego pojemności. Dokładamy kostkę smalcu i na koniec zawartość uzupełniamy wodą. Nic nie solimy, nic nie pieprzymy! Tego nie będziemy jeść. Takie tanie danie na… zmarnowanie. Woda powinna wypełnić garnek po brzegi. Nakładamy pokrywę, mocujemy, zakręcamy śrubę. Gotowy garnek znów wędruje na palenisko.

I znów… Żeliwo szybko się nagrzeje. Po kilku minutach para i syczenie oznajmi, że w środku wszystko wrze. I teraz od nas zależy, czy będziemy gotować ziemniaki 30 minut czy godzinę. Zatem… po 45 minutach kończymy zabieg. Zdejmujemy kociołek. Czekamy aż ostygnie „danie” lub wylewamy zawartość i… czekamy aż ostygnie kociołek. Po ostygnięciu kociołek i pokrywę myjemy (wodą z pisakiem). Gotowanie ziemniaków można (niektórzy wręcz zalecają) powtórzyć. Wypalenie kociołka olejem roślinnym oraz dwukrotne wygotowanie go wodno-ziemniaczano-smalcowym „daniem” powinno sprawić, że kociołek jest gotowy do przyrządzania w nim smacznych a rozmaitych potraw.

Żeliwny kociołek myśliwski

Przed i po…

Ważne jest, aby po każdorazowym użyciu żeliwnego kociołka myśliwskiego dokładnie go wyszorować wodą z piaskiem. Nie wolno stosować żadnych środków czyszczących, płynów do naczyń itp. Tylko woda z piaskiem. Osuszony należy zakonserwować smalcem albo olejem roślinnym. Cały! Również na zewnątrz nacieramy go np. olejem. Na zewnątrz na pewno będzie czarny od paleniska, Trzeba go jednak nasmarować. Będzie nieco ociekał, ale można go odstawić gdzieś na jakiejś niepotrzebnej gumowej wycieraczce, w miejscu, w którym nie będzie nikomu przeszkadzał (sadza z olejem bardzo brudzi w kontakcie). W karton, do garażu i po kłopocie.

Ponieważ przechowywane naczynia żeliwne konserwujemy tłuszczem, czyszczenie wodą i piaskiem jest zabiegiem koniecznym po użyciu przed zakonserwowaniem oraz po zakonserwowaniu a przed ponownym użyciem. Kłopotliwe? Nie kupuj. Być może nie wiesz, że pizzę na telefon wymyślono właśnie dla Ciebie. 🙂 Przemyśl sprawę.

O prawidłowym przygotowaniu kociołka żeliwnego do gotowania napisałem również w artykule pt. Jak myć kociołek żeliwny oraz Kociołek żeliwny – impregnacja a konserwacja. Oczywiście są też zdjęcia i kilka FILMÓW. Zapraszam do lektury. Będziesz wiedział już wszystko lub… prawie wszystko. 🙂 O kociołkowaniu napiszę jeszcze nie raz, więc wracaj to, bo zawsze coś ciekawego się możesz dowiedzieć. Co gotować w kociołku? Tu znajdziesz przepisy na proste potrawy z kociołka żeliwnego. Udanej zabawy!

Profil na fejsie!

Polub mój profil na Fejsie! Dołącz do nas. Będziesz na bieżąco z nowymi treściami na blogu wiejskomiejski.pl DZIĘKUJĘ!

32 thoughts on “Żeliwny kociołek myśliwski. Jak przygotować kociołek zanim zaczniesz cokolwiek gotować

  • 2017-10-18 at 21:59
    Permalink

    Dzień dobry. Pojawiło się ostatnio dużo kociołków żeliwnych, ale w środku emaliowanych. Jakie są ich wady i zalety? Czy potrawy z nich to w ogóle będzie to?

    Reply
    • 2017-10-19 at 17:50
      Permalink

      Dzień dobry! Tak? A gdzie to rzucili tyle kociołków żeliwnych w środku emaliowanych? 😀 Panie Wojtku! Domyśla się Pan, że ja się domyślam, po co panu owa lista wad i zalet? 🙂 Ale załóżmy, że naprawdę zamierza Pan kupić kociołek żeliwny i nie wie, który wybrać? Okej. Proszę podesłać link do produktu, zerknę i odpowiem Panu „warto” lub „nie warto”. Decyzję podejmie Pan sam. Może tak być? Pozdrawiam serdecznie. 😉

      Reply
  • 2017-09-30 at 07:25
    Permalink

    Dzień dobry,dziękuję za błyskawiczną odpowiedż.Myslę,że mój kociołek wcale nie był zabezpieczony po ostatnim biesiadowaniu stąd ta rdza.Na szczęście obiad na dziś mam,tak więc wolną sobotę poświęcę na doprowadzenie kociołka do stanu używalności.Zawsze możemy zrobić grilla,a kociołkowanie odłożyć za Pańską radą na następną okazję,tym bardziej,że jesień się zaczyna i spadające liście jeszcze nie raz dadzą nam się we znaki Nasz dom znajduje się naprzeciw pozostałości cmentarza żydowskiego obsadzonego niegdyś lipami,miejsce urocze-tylko te liście.Teść zakupując działkę pod budowę nie wziął pod uwagę przyszłej pracy z uprzątaniem tychże liści-minęło 40 lat więc i lipy trochę podrosły, po przeciwnej stronie domu i ogrodu płynie rzeka Drawa].Raz jeszczedziękuję za podpowiedż,odezwę się jak już będzie po kociołkowaniu,pozdrawiam serdecznie,życzę miłego wekendu-Jola.

    Reply
  • 2017-09-29 at 22:35
    Permalink

    Dobry wieczór, półtora roku temu przeprowadziliśmy się i w rozgardiaszu porządkowania starego i nowego lokum zagubiliśmy gdzieś nasz kociołek żeliwny [prawdziwe żeliwo wielokrotnie używane]. Kilka dni temu córka wpadła na pomysł, aby znów coś ugotowac, pogoda jutro ma być ładna, więc przy okazji porządków jesiennych można popitrasić w kociołku. Córka temat kociołka rozpropagowała na całą rodzinkę i chcąc [a bardziej NIE CHCĄC, bowiem po odgrzebaniu kociołka zobaczyłam to CZEGO SIE SPODZIEWAŁAM – ZARDZEWIAŁY KOCIOŁEK!!! Wewnątrz, bo na zewnątrz jest taki, jaki powinien być, czyli tłusty i okopcony. Moja prośba do Pana to CZY MA PAN JAKĄŚ RADE NA ZARDZEWIAŁY WEWNĄTRZ KOCIOŁEK??? JAK POSTĄPIĆ, ABY JUTRZEJSZE GOTOWANIE MIAŁO SENS???

    Reply
    • 2017-09-29 at 23:49
      Permalink

      Dobry wieczór!
      Sprawa pilna, więc pilnie odpisuję. 🙂 Droga Pani Jolu, bez paniki! Nie widzę tego kociołka i jego pokrytego rdzą wnętrza. Trochę będę zgadywał… Półtora roku to nie wieczność. Jeśli przed „zagubieniem” kociołek był wewnątrz wysmarowany olejem (tłuszczem), to porządne (być może parokrotne) szorowanie piaskiem powinno usunąć ten rdzawy nalot. Pytanie: czy to jest tylko rdzawy nalot? Mniemam, że tak właśnie jest, albowiem żeliwo koroduje powierzchniowo. Wystarczy pozostawić nieumyty (lub umyty) kociołek do następnego dnia i też nalot rdzawy się pojawi. Musi Pani sama ocenić, czy po szorowaniu piaskiem wnętrze odzyskało kolor żeliwa i czy rdzawy kolor zniknął. Powtarzam: wszystko zależy od tego, w jakim stanie kociołek był, gdy… był zaginął. 🙂
      Tłuszcz na zewnątrz nie zniknął, bo zmieszany z sadzą nie wysycha tak szybko. Może kociołek wewnątrz nie był zakonserwowany? – głośno rozmyślam. Mój kociołek zakonserwowany na początku września, trzymany w nieogrzewanym pomieszczeniu, na początku maja zawsze wygląda, jakbym go zakonserwował parę dni wcześniej. W misie na dnie po kilku miesiącach nadal jest nieco oleju (po wysmarowaniu ścianek wewnątrz ścieka nadmiar oleju).
      Pani kociołek po półtorarocznym zaginięciu jest wewnątrz suchy i pokryty rdzą… Hm. Hm. Hm. Obstawiam, że był źle zakonserwowany.
      O ile był. 🙂 Proszę podjąć próbę i wyszorować go piaskiem i druciakiem. Nie wiem, czy nie powinien tym zająć się ktoś o mocnych rękach i silnych ramionach… Dłonie ochronić rękawicami. Tylko, czy samo szorowanie jest zabiegiem wystarczającym… Rdza to nie wszystko… A co z wypalaniem? Hm Hm. Hm.
      RADA MOJA JEST TAKA: Kociołek żeliwny po tak długim nieużywaniu… z wyraźnymi śladami korozji… należy doprowadzić do stanu użytkowego przed kolejnym użyciem koniecznie i… dokładnie. Samo szorowanie to za mało. Po co się umęczyć i nic nie osiągnąć? Szlifowanie do skutku plus wypalenie, wygotowanie… Przed rodzinnym spotkaniem takie ceregiele?
      Zaplanowane kociołkowanie można odłożyć na kolejny ładny weekend. Na jutro zaplanować coś innego. W najbliższym czasie (wolnym) zająć się poprawnym odnowieniem kociołka żeliwnego.
      Pozdrowienia dla Rodziny! Udanej biesiady. Czekam na fejsbookowe lajki… 🙂
      https://www.facebook.com/Wiejskomiejski-506113936408249/
      Dziękuję!

      Reply
  • 2017-09-27 at 20:36
    Permalink

    Hej. Wszedłem w posiadanie kociołka. Zaniedbanego kociołka. Znajdowała się w nim pleśń i jakieś resztki żarcia. Stal tak od roku… Wyczyściłem go dokładnie szczotką drucianą – taką do wiertarki, wyszorowałem zmywakiem z (niestety) płynem do naczyń. Następnie przygotowałem go jak nowy, czyli gotowanie oleju, później ziemniaków ze smalcem. Ciekaw jestem czy będzie się dało teraz przygotować w nim żarcie… Przekonamy się w weekend.

    Reply
    • 2017-09-27 at 20:56
      Permalink

      Witam. I tak bywa. 🙂 Przygotować da się, ale czy będziesz czuł smak lub/i zapach płynu do naczyń… okaże się w trakcie konsumpcji pierwszej potrawy (lub kolejnej… 🙂 Płyn do naczyń toksyczny nie jest, bo by nie był płynem do naczyń. Wszelako przyprawą też nie jest. 🙂 Nie ma co się martwić na zapas. Przyjdzie czas, będzie rada. 🙂 Napisz, jak poszło… Pozdrawiam serdecznie.

      Reply
  • 2017-09-14 at 10:21
    Permalink

    Witam. Po wypaleniu mojego kociołka na dnie pozostal bardzo czarny tłusty osad ktorego w żaden sposób nie moge doczyścić. Czy tak powinno byc? Dodam ze czyściłem piaskiem i wodą tak jak było w opisie. Co teraz zrobic?

    Reply
    • 2017-09-14 at 12:22
      Permalink

      Witam serdecznie. A jak owo „wypalanie” przebiegało? Hm? Co takiego robiłeś?
      Druga sprawa to ten osad. Koloru czarnego? Osad? Osad po oleju? Roślinnym? Spożywczym? Spaliłeś olej z brudem na… skorupę? Ale skoro piszesz, że osad jest tłusty? Nie daje się usunąć? Ciekawa sprawa 🙂
      Trzecia sprawa – jaki kociołek kupiłeś? Więcej danych proszę oraz jakieś zdjęcie na e-mail.

      Reply
  • 2017-09-08 at 21:34
    Permalink

    Garnek wypalić pod przykryciem czy odkryty?

    Reply
    • 2017-09-09 at 12:13
      Permalink

      To może ja zadam pytanie: Jak Pan rozumie proces wypalania kociołka żeliwnego? Proszę opisać w kilku zadaniach lub punktach, co, po zapoznaniu się z moimi artykułami na ten temat, pan zamierza zrobić, aby swój kociołek wypalić prawidłowo?

      Reply
  • 2017-09-08 at 19:22
    Permalink

    Witam, jak zabezpieczyć kociołek na zimę?

    Reply
    • 2017-09-08 at 20:42
      Permalink

      Witam serdecznie.
      Jak zabezpieczyć kociołek żeliwny przed kimś czy przed czymś? 🙂
      Przed kimś?
      Używany kociołek żeliwny na pewno jest okopcony. Sadza w połączeniu z tłuszczem jest czynnikiem wyjątkowo trwale brudzącym. Ciało domyjesz, ale odzienie… zniszczysz. Dlatego, odstawiając kociołek na zimę, chcąc ochronić domowników przed przypadkowym ubrudzeniem, najlepiej wstawić go do kartonu, pojemnika, skrzynki i schować „głęboko” w garażu, spiżarni lub piwnicy. Na strychu też można. Na wsi trzymam kociołek przy kominku żeliwnym. Stoi sobie na blasze. Nikt do pieca się nie zbliża. Do wystroju pasuje. Nastrój potęguje. I nam to pasuje. 🙂
      Przed czymś?
      Po ostatnim użyciu powinniśmy (jak zwykle!) kociołek żeliwny wyszorować, wypłukać, osuszyć i zakonserwować olejem roślinnym. Zakonserwować cały! Czyli wypędzlować wnętrze kociołka oraz dosłownie cały kociołek na zewnątrz. Każdą jego część: misę, pokrywę, uchwyt mocujący, śruby (jeśli stalowe, te z mosiądzu lub z brązu konserwować nie musimy), nóżki…. Cały kociołek. Staranniej niż zwykle. Po wysmarowaniu olejem (zwykły pędzel malarski jest najlepszy do tego celu) odstawiamy na godzinkę na jakiejś blasze (może być stara gumowa wycieraczka – ja tak robię). Nadmiar oleju spłynie na blachę (gumę). Jeśli uznamy, że kociołek ładnie połyskuje czernią sadzy powleczonej olejem, można go odstawić na zimę. I tyle. Wiosną szorowanie, płukanie, suszenie i można kociołkować bezpiecznie. Nie trzeba kociołka „kąpać” w oleju. Wysmarować go starannie olejem roślinnym. Napisałem o tym w innym tekście. Zachęcam do czytania innych publikacji. W każdej staram się napisać coś nowego. Na temat kociołkowania jest tu sporo materiałów: wpisów, zdjęć i filmów. Z każdego coś dowiedzieć się można, ale, jeśli jest wątpliwość, proszę nadal pytać śmiało.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Reply
  • 2017-09-05 at 13:40
    Permalink

    Witam
    Dostałam kociołek w prezencie
    Teraz chciałabym zaprosić,,Darczyncow” na coś pysznego i znalazłam Pana wpisy o tych początkach. Świetne !!! 🙂
    Zaraz muszę wypalac kociołek.
    Mam nadzieję że wszystko mi się uda
    Dziękuję za rady
    Muszę jeszcze jakieś dobre danie u Pana popatrzeć.Pozdrawiam

    Reply
    • 2017-09-05 at 14:20
      Permalink

      Dziękuję za komentarz. Oj, coś mi się zdaje, że doskonale umie Pani przygotować coś pysznego i… zdrowego. 🙂 Zgadłem? Pozdrawiam serdecznie również. Piotr

      Reply
  • 2017-07-25 at 22:05
    Permalink

    Witam,
    A czy ponowne mycie piaskiem przed użyciem kociolka (gdzie wczesniej mylismy piaskiem i smarowalismy olejem dla konserwacji) jest konieczne? Usuwamy w ten sposob olej. Nie wplynie to na przywieranie potraw itp?

    Reply
    • 2017-07-25 at 22:14
      Permalink

      I jeszcze jedno-czy mozna zamiast wypalania wykonac tylko wygotowanie kociolka czyli ziemniaki z woda?

      Reply
      • 2017-07-26 at 00:10
        Permalink

        Nie. Wypalenie nowego kociołka żeliwnego jest zabiegiem koniecznym. Kupujemy naczynie wykonane w odlewni. Wnętrze kociołka przeszlifowano, ale zawiera brudy poprodukcyjne. Zwykła sprawa. Przygotowanie „surowego” wnętrza naczynia do gotowania potraw należy już do użytkownika. Mam na myśli produkty krajowe. Produkty odlane z żeliwa szarego, przeszlifowane, których wnętrze nie jest zakonserwowane (powleczone) niczym magicznym a podejrzanym. Ta „zupa” z kartofli lub – najlepiej – kartoflanych obierek ma na celu ostateczne przygotowanie kociołka do użycia. To taka „potrawa” na zmarnowanie. Właściwości skrobi są tu wielce pomocne. Rozgotowane obierki ziemniaczane tworzą kleik skrobiowy, który wiąże wszelkie brudy. To gotowanie „zupy” z ziemniaków ma doprowadzić wnętrze do ostatecznej czystości (po wypalaniu, po szorowaniu).

        Reply
    • 2017-07-25 at 23:34
      Permalink

      Dowolne naczynie myjesz po każdorazowym użyciu, prawda? W wielu sytuacjach przed użyciem też wypada umyć. Tu dochodzi fakt, że jest to naczynie z żeliwa, które musimy za każdym razem po umyciu zaimpregnować olejem roślinnym. Olej tworzy trwałą powłokę i zapobiega KOROZJI. Dzięki temu po roku trzymania w garażu wyjmiesz kociołek omal jak nowy. Jak nowy, ale upaciany olejem. W związku z tym, przed ponownym użyciem szorujemy kociołek, aby go wyczyścić z powłoki konserwującej (ze starego oleju). Chcemy gotować w czystym naczyniu, prawda? Szorowanie piaskiem i mycie czystą wodą jest typowym działaniem higienicznym w przypadku naczyń z żeliwa. Chyba, że chcesz w potrawie czuć płyn do naczyń, mydło, proszek? Innymi słowy spaskudzisz kociołek, jeśli choć raz umyjesz go czymkolwiek innym niż piasek z czystą wodą.
      Przywieranie potraw w kociołku żeliwnym najczęściej spowodowane jest pośpiechem i zbyt wysoką temperaturą. Zauważ, że kociołek ma kształt zbliżony do chińskiego woka lub – bardziej po słowiańsku – ściętej skorupki jajka. 🙂 Jeśli pod dnem rozniecisz mały ogień, który wspomożesz brykietem drzewnym, na pewno uzyskasz odpowiednią temperaturę do ugotowania dowolnego dania. Żeliwo znakomicie absorbuje ciepło. Soki ze składników natychmiast spływają na dno kociołka. Na dnie jest najwyższa temperatura i tam zwykle może się coś przypalić, ale jeśli nie będziesz palił zbójeckiego ogniska nie powinno się nic stać. Naprawdę wystarczy mały płomień. Przeczytaj: Konserwacja kociołka i zobacz też ten film oraz np. kolejny o kociołkowaniu. Lub skorzystaj z wyszukiwarki, która jest na moim blogu. Wpisując frazę kociołek żeliwny znajdziesz wszystkie moje dotychczasowe wpisy na temat kociołka. A jest ich – jak szybko policzyłem – siedem. Czytałeś wszystkie?

      Reply
      • 2017-07-26 at 06:54
        Permalink

        Czytalem narazie 4:)
        Dziekuje Mistrzu!:)

        Reply
      • 2017-07-26 at 07:00
        Permalink

        Jeszcze jedno pytanie, gdy kupilem kociolek nie wypalilem go ani nie wygotowalem jak byl nowy (bo nie wiedzialem)Kilka razy robilem w nim juz pieczonki itp to moge go przywrocic „do zycia” wypalajac,gotujac szorujac tak jakbym chcialbym postapic z nowym?

        Reply
        • 2017-07-26 at 15:07
          Permalink

          Robiąc w niezaimpregnowanym, niewyszorowanym i niewygotowanym kociołku potrawy wyczyściłeś naczynie tymi potrawami właśnie. 🙂 Przeżyłeś i chyba na zdrowie nie narzekasz. Już wiesz, jak powinno się postąpić z nowym naczyniem żeliwnym? A skoro tego nie zrobiłeś wówczas? Hm. Nie ma żadnych przeciwwskazań, aby te czynności wykonać teraz. ALE! Ponieważ używałeś już kociołka, w tej chwili zacząłbym od szorowania piaskiem. Myślę tu o solidnym i wielokrotnym szorowaniu suchym piaskiem z użyciem druciaka (kuchenny do szorowania garów). Wyszoruj (przeszlifuj) 4-5 razy pisakiem i za każdym razem wypłucz czystą wodą. Załóż rękawicę budowlaną, abyś sobie nie pokaleczył palców. Kociołek pewnie „czorny” od sadzy i tłusty od impregnacji. Rękawice to minimum. 🙂 Żebyś nie mówił, że nie uprzedziłem. 🙂 Przyłóż się. 😀 Po tym szorowaniu poczekaj aż garnek wyschnie lub go osusz papierowym ręcznikiem. Teraz możesz zabrać się za wypalanie (impregnację). Ustaw garnek na stalowym palenisku lub w miejscu odpowiednim do takiej czynności… Opisałem to dokładnie, więc wróć to tego tekstu. Jeśli masz wątpliwości i pytania wal śmiało.

          Reply
          • 2017-07-26 at 21:44
            Permalink

            Ok tak zrobie:) a pozniej po wypalaniu wygotowanie i zaolejenie tak?

          • 2017-07-27 at 00:52
            Permalink

            Zależy, co chcesz po wypalaniu zrobić. Jeśli tylko przygotować kociołek i odstawić na tydzień, miesiąc, rok – wygotuj i zakonserwuj olejem. Jeśli chcesz od razu coś w nim tego dnia upitrasić – zagotuj ziemniaki, wyszoruj piaskiem, wypłucz i… możesz kociołkować.

  • 2017-07-10 at 10:20
    Permalink

    I właśnie tego było trzeba, konkretna informacja, a nie „może w lewo, a może lepiej w prawo”. Ja swoją przygodę z kociołkiem dopiero zaczynam ale już czuję smak niektórych potraw 🙂
    Przyłączam się do podziękowań i pozdrawiam.

    Reply
    • 2017-07-10 at 11:22
      Permalink

      Udanych eksperymentów! I oczywiście wakacji! Pozdrawiam serdecznie

      Reply
  • 2017-06-25 at 11:04
    Permalink

    Mam pytanie. Podczas pierwszego wypalania wpadła mi iskra do oleju. Kociołek płonął jak szyby naftowe w Iraku swego czasu aż do całkowitego wypalenia 3 litrów oleju. Czy taki kociołek można uznać że 1 etap wypalanie jest zaliczony czy raczej powtórzyć czynność. Chyba że garnek nadaje się do wyrzucenia?

    Reply
    • 2017-06-25 at 20:44
      Permalink

      Witaj. Wlałeś 3 litry oleju roślinnego do… kociołka o poj. 5 lub 7 litrów? Maaatko jedyna 🙂 A po co tyle? A gdzie wyczytałeś, że trzeba wlać tyle aż? Podejrzewam, że z powodu tych płomieni nie rozsmarowywałeś wrzącego oleju po ściankach. Wypaliłeś olej a nie kociołek. Szczerze powiedziawszy ja na wszelki wypadek zrobiłbym to jeszcze raz. Tylko bez takich ilości oleju! Pół litra na dno kociołka, podgrzewać i rozsmarowywać w trakcie. Być może zbyt dosłownie potraktowałeś „wypalanie” 🙂

      Reply
      • 2017-07-21 at 05:05
        Permalink

        Kociołek 10L. Wszystko przez pośpiech. Przeczytałem kiedyś powyższe zasady wypalania i zapomniałem że ma w garnku być pół litra oleju a nie pół garnka . Jestem po powtórnym właściwym wypaleniu. Pozostaje pogotować ziemniaki z wodą.

        Reply
        • 2017-07-25 at 12:33
          Permalink

          W kociołku o takiej pojemności będziesz mógł gotować dla połowy wsi. 🙂 A poważnie. Duży zapas pojemności pozwala ugotować sporą porcję potrawy bez upychania składników i skręcania kociołka śrubą. Kociołkowanie jest przyjemniejsze, gdy można zajrzeć do środka w trakcie, posmakować, dosmaczyć potrawę… Smacznego!

          Reply
  • 2017-05-29 at 21:33
    Permalink

    Świetny opis nie wiedziałem że tyle z tym „zachodu” Ale tym bardziej mam ochotę praktykować ten rytuał 😉
    Pozdrawiam i dziękuję za materiał
    Krzychu

    Reply
    • 2017-05-30 at 00:22
      Permalink

      Kociołkowanie wydaje się być ciekawsze niźli grillowanie. Kociołek żeliwny daje więcej możliwości. Oczywiście to tylko moja opinia. Nie przeczę, że również i grilla rozpalam.
      Dziękuje i również pozdrawiam. Piotr
      PS. Materiału – jak to ładnie nazwałeś – jest więcej, ale np. z komórki nie wszystko jest widoczne. Na temat kociołków żeliwnych, kociołkowania, impregnacji, mycia (szorowania) i konserwacji kociołków napisałem kilka tekstów i co jakiś czas piszę coraz więcej. Dzielę się też przepisami na pyszne potrawy z kociołka. Trzeba jednak wejść na stronę główną i w wolnej chwili poczytać inne wpisy. Publikuję też filmy dot. kociołkowania. Tak więc materiału jest sporo. Czytelników też jest sporo, ale jakoś nie kwapią się to pozostawienia komentarza choćby pt. „dzięki, pozdrawiam”. Od stycznia 2017 roku do dzisiaj ten wpis przeczytało ponad 2700 czytelników. A jesteś jedynym (sic!), który pozostawił komentarz. 🙂 Chyba Cię uściskam 😀
      Na przykład tu kolejna porcja informacji dot. kociołkowania

      Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Rozmaitości
Kociołek węgierski? Bogracz – kociołek biwakowy

Naczynia żeliwne należą do jednych ze zdrowszych naczyń do przygotowywania...

Naczynia gliniane

Naczynia gliniane towarzyszą ludzkości od tysięcy lat. Glina była i...

Zamknij